Przedmowa
Zapomnienie prowadzi do utraty tożsamości; we
wspominaniu tkwi tajemnica wybawienia. (Baal Schem Tov)
W roku 1994 papież Jan Paweł II wezwał w liście apostolskim Tertio
millennio adveniente wszystkie Konferencje Episkopatów świata, żeby
zadbały o sporządzenie martyrologium XX wieku. Winno ono zawierać
nazwiska oraz opis życia wszystkich chrześcijan, którzy ponieśli śmierć
za wiarę. Jak Ojciec Święty uzasadnia swe polecenie? W bulli
Incarnationis Mysterium, opublikowanej w 1998 roku, którą ogłosił
Wielki Jubileusz Roku 2000, pisze on:
„Świadectwem prawdy chrześcijańskiej miłości – zawsze czytelnym, dziś
jednak szczególnie wymownym – jest pamięć o męczennikach. Niech ich
świadectwo nie będzie zapomniane. Głosili oni Ewangelię, oddając życie
dla miłości. (...) W ciągu dwóch tysięcy lat od narodzenia Chrystusa
zawsze obecne było świadectwo męczenników.
Także nasze stulecie, zbliżające się ku końcowi, wydało bardzo wielu
męczenników, którzy ponieśli śmierć przede wszystkim jako ofiary nazizmu
i komunizmu oraz walk rasowych i plemiennych. Ludzie z wszystkich warstw
społecznych cierpieli za wiarę, płacąc krwią za przynależność do
Chrystusa i do Kościoła lub znosząc odważnie wieloletnie więzienia
i różnorakie udręki, aby nie poddać się naciskom ideologii, która
przerodziła się w bezlitosną dyktaturę. Z psychologicznego punktu
widzenia męczeństwo jest najwymowniejszym dowodem prawdziwości wiary,
która może nadać ludzkie oblicze nawet najbardziej gwałtownej śmierci
i ujawnia swe piękno podczas najokrutniejszych prześladowań” (IC 13).
Jeśli chodzi o męczenników XX wieku z terenu Niemiec, to – zgodnie z
życzeniem Ojca Świętego Jana Pawła II – na polecenie Niemieckiej
Konferencji Episkopatu opublikowane zostały w 1999 roku dwie prace
Helmuta Molla:
Niemieccy męczennicy katoliccy XX wieku. Spis
(gdzie jest
przytoczonych około 700 nazwisk osób), oraz
Świadkowie Chrystusa. Niemieckie martyrologium XX wieku
(praca
obejmująca dwa tomy i zawierająca krótkie życiorysy męczenników wraz z
ich zdjęciami).
Wspomniane zalecenie papieskie powinno się stać również pobudką dla
katolickich zgromadzeń zakonnych. W niniejszej broszurce pragniemy
wspomnieć księży ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusowego, którzy
ponieśli śmierć za wiarę. Czy są oni męczennikami? Istnieją męczennicy w
ścisłym znaczeniu tego słowa – ci mianowicie, których imiona widnieją
w liturgicznym kalendarzu świętych Kościoła – ale także niezliczeni
męczennicy w szerszym tego słowa znaczeniu. Ojciec Święty wyraźnie
zachęca, żeby zachować również ich wspomnienie.
W naszej publikacji zajmiemy się szerzej postaciami sześciu męczenników.
Następnie podamy już tylko wykaz misjonarzy-męczenników. Na końcu
przedstawimy sylwetkę błogosławionej, która wyrosła na gruncie pracy
misyjnej księży sercanów.
Gdy przy omawianych zakonnikach widnieją dwa imiona, pierwsze jest
imieniem chrzestnym, drugie imieniem zakonnym. Niech niniejsza broszurka
ukaże, że również Księża Sercanie pamiętają o swoich umęczonych
współbraciach.
ks. Franciszek Stanisław Loh
(1879–1941)
1. Kalendarium życia:
1879 – 25 lutego przychodzi na świat w Nordhorn (hrabstwo Bentheim).
1908 – 25 września składa w Sittard (Holandia) śluby zakonne w
Zgromadzeniu Księży Najświętszego Serca Jezusowego.
1913 – 25 lipca otrzymuje święcenia kapłańskie w Luksemburgu.
1919–1922 – Mianowany rektorem w domu misyjnym w Sittard.
1922–1930 – Planuje założenie domu misyjnego w Handrup, buduje klasztor
w Emslandzie i jest jego pierwszym rektorem.
1930–1932 – Ponownie zostaje rektorem domu misyjnego w Sittard.
1932–1936 – Wybrany na przełożonego prowincjalnego Niemieckiej Prowincji
Zgromadzenia Księży Sercanów.
1936 – 4 kwietnia skazany w procesie dewizowym w Krefeldzie na trzy i
pół roku więzienia.
1940 – 10 grudnia zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu w
Düsseldorfie.
1941 – 20 marca umiera w więzieniu i zostaje pochowany na cmentarzu
Südfriedhof w Düsseldorfie.
2. Zwycięża ofiara
Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył?
Podniosę kielich zbawienia i wezwę Imienia Pańskiego. (Ps 116,12n:
obrazek prymicyjny ks. Loha)
a) Ksiądz Loh – w przeszłości
Ksiądz Franciszek Loh urodził się 25 lutego 1879 roku w Nordhorn jako
syn katolickich rodziców: Henryka Loha i Marii z d. Schomacker.
Nazajutrz został ochrzczony w kościele parafialnym pw. św. Augustyna.
Podejmując tradycję swych przodków, którzy byli rzemieślnikami, Bernard
zaraz po ukończeniu szkoły podstawowej zabrał się do nauki szewstwa, by
pomóc w ten sposób swemu dziadkowi, zawodowemu szewcowi.
W latach młodzieńczych zrodziło się w nim powołanie do życia zakonnego.
Najpierw został bratem zakonnym w Zakonie Dominikanów. Żywił jednak
nadzieję, że kiedyś będzie mógł być księdzem. Z tą myślą wstąpił w
Sittard, w Holandii, do Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca
Jezusowego i w trzydziestym czwartym roku życia – dnia 25 lipca 1913
roku – został wyświęcony na kapłana.
Po krótkim okresie pracy duszpasterskiej w Wiedniu i pełnieniu posługi
sanitariusza podczas pierwszej wojny światowej, powierzono mu funkcje
kierownicze. W latach 1919–1922 był rektorem szkoły misyjnej w Sittard.
Od 1922 do 1930 roku był rektorem w zbudowanym przez siebie domu
misyjnym Księży Sercanów w Handrup. Następnie, w latach 1930–1932
ponownie był rektorem w Sittard, a od 1932 do 1936 roku prowincjałem
Niemieckiej Prowincji Zgromadzenia.
W roku 1932, czasie, gdy on był przełożonym prowincjalnym, Prowincja
Niemiecka osiągnęła najwyższą w swej historii liczbę członków. Liczyła
ona wtedy 430 profesów oraz 53 nowicjuszów. Do dyspozycji było więc
wówczas wystarczająco dużo innych współbraci, gotowych do podjęcia
funkcji kierowniczych, a jednak zarząd Zgromadzenia w Rzymie był
przekonany, że ks. Loh, dawny szewc i późne powołanie, będzie znakomitym
przełożonym. Ksiądz Loh spełnił te nadzieje. Jako założyciel klasztoru i
przełożony prowincjalny był utalentowanym organizatorem.
W tym czasie nastały rządy przemocy reżimu nazistowskiego. Działania
rządu, wrogo nastawionego do Kościoła, odczuły przede wszystkim
zgromadzenia zakonne. Poprzez procesy w sprawie dewiz, począwszy od 1935
roku, a potem poprzez procesy dotyczące moralności, począwszy od 1936
roku, wreszcie poprzez skomasowany atak na zakony od 1941 roku,
zaplanowano prześladowanie i zniszczenie Kościoła w jego najsłabszych
strukturach, jakimi były zgromadzenia zakonne.
Proces w sprawie dewiz został wytoczony również trzynastu księżom ze
Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego. O co w nim chodziło?
Dewizy to środki finansowe w obcej walucie albo wszelkie środki
finansowe przeliczane w zagranicznej walucie. Rządy niemieckie
przechodziły już w okresie Republiki Weimarskiej w latach dwudziestych
do gospodarki dewizowej. Wszelkie obroty płatnicze z zagranicą zostały
poddane kontroli państwa. Bez państwowego zezwolenia nie można było
wwozić ani wywozić dewiz. Tymczasem zgromadzenia zakonne były właśnie
zdane na wywóz pieniędzy za granicę. Musiały utrzymywać swych misjonarzy
na terenach misyjnych oraz domy zakonne za granicą, a w razie potrzeby
lokować w kraju pieniądze zebrane za granicą. Do roku 1933 zgromadzenia
otrzymywały w tym względzie niezbędne zezwolenia. Ale począwszy od 1933
roku tego rodzaju zezwolenia ulegały ze strony wrogo do Kościoła
nastawionego reżimu nazistowskiego coraz większym ograniczeniom, aż do
ostatecznego ich wycofania. To oznaczało klęskę misji oraz klasztorów
Niemieckiej Prowincji Zakonnej za granicą. Niezależnie od tego,
zgromadzenia musiałyby tym samym zerwać też kontrakty pozawierane z
wierzycielami zagranicznymi. Zgromadzenia broniły się przed tymi
zarządzeniami i przewoziły pieniądze za granicę w ukryciu. Zostało to
jednak przez rząd odkryte. W wyniku tego duża liczba zakonników została
w latach 1936–1937 skazana na więzienie w ramach tak zwanych procesów
dotyczących dewiz.
Dnia 4 kwietnia 1936 roku ks. Lohowi, jako prowincjałowi, oraz dwunastu
innym sercanom wytoczono proces, przygotowany przez Wysoką Izbę Karną w
Krefeldzie. Ksiądz Loh przebywał w tym czasie za granicą. Jako główny
oskarżony został skazany pod swą nieobecność na 3 lata i 6 miesięcy
więzienia, na 80 000 marek odszkodowania oraz 4 lata pozbawienia praw
obywatelskich. Początkowo udawało mu się ukrywać w Luksemburgu. Gdy
wybuchła druga wojna światowa, która ogarnęła całą Europę Zachodnią,
został on 10 grudnia 1940 roku aresztowany i uwięziony w więzieniu w
Düsseldorfie – w Ulmer Höh. Ówczesny kronikarz zapisał: „Podróż na
miejsce skazania [tzn. z Luksemburga do Düsseldorfu] musiał on odbyć
przy podwójnej eskorcie, w zwykłym pociągu, w warunkach dla niego bardzo
upokarzających, w habicie zakonnym i z wszelkimi oznakami skazańca”.
Surowa kara, ciężka praca, przetrzymywanie w izolatce i nieuleczalna
choroba (cukrzyca), na którą chorował od dłuższego czasu, szybko
doprowadziły do jego śmierci. Bezpośrednio przedtem udało się odwiedzić
go na krótko jego następcy na stanowisku prowincjała – ks. Piotrowi
Schunckowi. Starania ks. Schuncka, żeby w związku z niezdolnością do
odbywania kary więziennej przenieść współbrata do któregoś ze szpitali
Düsseldorfu, zostały odrzucone.
Dnia 20 marca 1941 roku ks. Loh zmarł w szpitalu więziennym. Ciało
wydano Zgromadzeniu. Ksiądz Schunck polecił przyodziać zmarłego w ornat
koloru czerwonego – kolor męczenników. Zmarłego pochowano przy licznym
udziale współbraci w grobowcu Księży Sercanów na Cmentarzu Południowym w
Düsseldorfie. Wydany jednak został zakaz jakiegokolwiek przemawiania nad
trumną. Dwóch gestapowców pilnowało, żeby ten zakaz wypełniono. Według
słów ówczesnego kronikarza, na pogrzebie panowała atmosfera
zastraszenia. Współbracia opuścili miejsce pochówku wstrząśnięci.
Po upadku reżimu nazistowskiego wyroki anulowano. Wysoka Izba Landu
Moabit 27 lutego 1951 roku tak to uzasadniła: „W obliczu wrogiej w
stosunku do Kościoła polityki socjalizmu narodowego, który dążył do
zniszczenia zakonów katolickich przez zarządzenia godzące w ich
ekonomiczną egzystencję, zakony musiały w swej walce stawiać czoło
niesprawiedliwym prawom ekonomicznym i dewizowym, interpretowanym
jednostronnie przeciw zakonom i tak też w stosunku do nich stosowanym.
Zakony musiały uznawać swoje rzekome wykroczenia przeciw wydanym
ustawom, ale uważały, że utrzymania egzystencji ekonomicznej swego
Zakonu bronić należy wszelkimi środkami, występując przeciw
jednostronnej niesprawiedliwości”.
Wyroki, jakie zapadły w procesie dewizowym w Krefeldzie przeciw
Niemieckiej Prowincji Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca
Jezusowego, zostały anulowane uchwałą Drugiej Wysokiej Izby Karnej Sądu
Landowego w Krefeldzie 18 maja 1961 roku.
b) Ksiądz Loh – dziś
Czy ks. Loha należy zaliczyć do męczenników? Helmut Moll wciągnął jego
nazwisko do swych książek. W „L’Osservatore Romano” z 1996 roku w
artykule pt. Świadectwo oporu złożone w krwi męczenników XX wieku
wyrwać od zapomnienia wymienia on nazwiska osób, które poniosły
śmierć za wiarę. Wśród nich widnieje bł. ks. Karol Leisner oraz Bernard
Lichtenberg, członkowie „Białej Róży”, Hans i Zofia Schollowie wraz z
współtowarzyszami oraz wielu innych, między innymi przełożony
prowincjalny Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego – ks.
Loh.
Helmut Moll przytacza fragment listu apostolskiego Boski Nauczyciel
Doskonałości Jana Pawła II z roku 1983, regulujący na nowo
postępowanie w przypadku procesu o beatyfikację i kanonizację. Zgodnie z
nim należy stwierdzić: „Kto umarł wśród «aerumnis carceris», tzn.
wskutek «utrapień więzienia», czyli na skutek tortur doznanych w obozie
koncentracyjnym lub więzieniu, uchodzi przy uwzględnieniu ogólnych
kryteriów za świadka krwi. Udręki i męki znoszone w czasie uwięzienia
doprowadziły przecież do śmierci”.
Dotyczy to również ks. Loha. Jako kapłan Zgromadzenia Najświętszego
Serca Jezusowego, przez całe życie był wierny naśladowaniu Chrystusa i
przyjął samotną śmierć świadomie, „w duchu miłości i wynagrodzenia”,
zgodnie z zaszczepionym ideałem.
Gdy współbracia układali dla ks. Loha z okazji jego pogrzebu w 1941 roku
tekst poświęcony jego pamięci, wybrali hasło wielkanocne: „Narodzenie
jest początkiem umierania, śmierć jest wschodem życia: początkiem
promiennym”.
bł. ks. Maria Jan García Méndez
(1891–1936)
1. Kalendarium życia
1891 – 25 września przychodzi na świat w San Esteban de los Patos
(Avila, Hiszpania).
1916 – 18 marca zostaje wyświęcony na kapłana w Avila i przez 10 lat
pracuje jako duszpasterz w tejże diecezji.
1926 – 31 października składa w Noveldzie (Alicante) śluby zakonne i
staje się członkiem Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.
1926–1929 –W szkole w Noveldzie pełni funkcję katechety.
1929–36 – Jest odpowiedzialnym za powołania duchowne w szkole w Puente
la Reina (Navarra).
1936 – Z początkiem lipca wyjeżdża na odpoczynek do Garaballa (Cuenca).
Gdy wybucha wojna domowa w Hiszpanii, 23 lipca ucieka do Valencji.
1936 – 24 lipca aresztowany w Valencji po swym proteście przeciw
profanacji kościoła i osadzony w więzieniu.
1936 – W nocy z 23 na 24 sierpnia zastrzelony wraz z dziewięcioma innymi
więźniami.
1940 – 1 kwietnia jego szczątki zostają przeniesione do Puente la Reina.
2. Gorliwość o dom Boży
Nie! Jestem księdzem! (ks. García Méndez)
Maria García Méndez urodził się 25 września 1891 roku w wiosce San
Esteban de los Patos, w prowincji Avila. Był synem Mariana García
Hernándeza i Emeterii Méndez Grande, najstarszym spośród piętnaściorga
rodzeństwa. W roku 1902 wstąpił do seminarium diecezji Avila. Święcenia
kapłańskie otrzymał 18 marca 1916 roku. W latach 1916–1925, zatem przez
10 lat, służył swojej diecezji, pracując w różnych parafiach:
Hernansancho oraz Villa-nueva de Gómez, San Juan de la Encinilla, Santo
Tomé de Zabarcos y Horajuela oraz Sotillo del las Palomas.
Już będąc studentem teologii, a potem księdzem diecezjalnym, podejmował
starania o to, by zostać zakonnikiem – z ukierunkowaniem na ciągłe
dążenie do doskonałości. Jako zakonnik obrał imię Jan od Krzyża – imię
wielkiego hiszpańskiego mistyka, dodając do niego jeszcze imię Matki
Najświętszej. Imieniem jego było zatem odtąd: Jan Maria od Krzyża.
Przez krótki czas był katechetą w szkole w Noveldzie. Wkrótce jednak
okazało się, że mimo swej głębokiej wiedzy teologicznej, nie miał zbyt
wiele umiejętności pedagogicznych, niezbędnych do pełnienia zadań
nauczycielskich. W roku 1929 został przeniesiony do Puente la Reina (Navarra)
z nominacją na odpowiedzialnego za powołania duchowne. Zlecono mu
zadanie utrzymywania kontaktu z uczniami, którzy wykazywali chęć
zostania kapłanami. Jednocześnie miał pełnić funkcję kwestarza,
zbierającego ofiary na potrzeby Zgromadzenia. To trudne zadanie,
wymagające dużo poświęcenia, spełniał on z dużym powodzeniem przez
siedem lat.
Dnia 18 lipca 1936 roku w Hiszpanii wybuchła wojna domowa. Wojnę tę,
trwającą aż do roku 1939 i ostatecznie zakończoną zwycięstwem Falangi
pod wodzą gen. Franco, obie strony prowadziły ze skrajnym okrucieństwem:
zarówno prawicowi nacjonaliści, jak i lewicowi republikanie. Ponieważ
zaś Kościół popierał nacjonalistów, stał się przedmiotem prześladowania
ze strony republikanów. Ofiarą tej wojny padło 1 200 000 ludzi, w tym
750 000 osób cywilnych. Zginęło ponad 6 800 kapłanów i zakonników oraz
13 biskupów. Zburzonych zostało około 2 000 kościołów.
Dnia 1 lipca 1936 roku ks. Jan udał się do Garaballa (Cuenca) w pobliże
Walencji, żeby w domu zakonnym Księży Sercanów zregenerować swe siły.
Gdy domowi zagroziły zbliżające się oddziały armii republikańskiej, ks.
Cantó, przełożony domu, rozwiązał wspólnotę. Księża usiłowali się
ukrywać na własną rękę. Ksiądz Jan wyjechał w nocy z 23 na 24 lipca do
Valencji, szukając schronienia u pani Pilar, która była dobrodziejką
Zgromadzenia.
W drodze z dworca do domu pani Pilar ks. Jan przechodził obok kościoła
de los Juanes, tzn. „obydwu Janów”, położonego w samym centrum
miasta. Ze zgrozą zobaczył tam „straszliwe widowisko” – jak to sam
określił: mężczyźni znosili wyposażenie kościoła i podpalali je. Zamiast
przejść i nie zwracać uwagi na ten wandalizm, ks. Jan jawnie wyraził
swoje oburzenie. Podpalacze wymienili między sobą słowa: „Este es un
carca – To jest Pająk”. On odpowiedział: „Non, yo soy sacerdote
– Nie! Jestem księdzem”. W tym momencie został aresztowany przez
ochotników republikańskich i osadzony w więzieniu Modelo de Valencia.
Świadkowie donosili potem o jego przykładnym zachowaniu jako kapłana w
więzieniu, gdzie dalej prowadził zakonny tryb życia, udzielał się jako
duszpasterz i przygotowywał na czekające go męczeństwo.
W więzieniu przetrzymywano go przez miesiąc. W nocy z 23 na 24 sierpnia
1936 roku został wraz z dziewięcioma innymi więźniami rozstrzelany na
pograniczu miejscowości Silla i Picassent, z południowej strony Valencji,
na terenie posiadłości Sariks. Nazajutrz ciała skazanych pochowano w
masowym grobie na cmentarzu w Silla.
Dnia 28 marca 1940 roku dokonano ekshumacji śmiertelnych szczątków ks.
Jana. Zostały one przeniesione do Valencji i umieszczone w domu zakonnym
Księży Najświętszego Serca Jezusowego. Dnia 1 kwietnia ciało zostało
przewiezione do Puente la Reina i złożone w kaplicy dla wychowanków w
szkole Księży Sercanów.
W roku 1959 wszczęto w diecezji Valencja postępowanie wstępne wymagane
dla rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego. W międzyczasie proces
beatyfikacyjny w Rzymie został zakończony. W tej chwili jest już tylko
sprawą Ojca Świętego, czy i kiedy ten męczennik wiary zostanie ogłoszony
błogosławionym1. Oby się w ten sposób wypełniło to, co ks.
Jan García pisał z więzienia: „Niech będzie Bóg uwielbiony. On się
zatroszczy. W Nim pokładam nadzieję”.
Przypis:
1 W dniu 11 marca 2001 roku sługa Boży ks. Jan Maria od
Krzyża García Méndez został wyniesiony do chwały ołtarzy jako
błogosławiony. Dokonał tego papież Jan Paweł II w czasie beatyfikacji
233 męczenników hiszpańskiej wojny domowej z lat 1936–1949 (przyp.
tłumacza).
ks. Józef Benedykt Stoffels
(1895–1942)
oraz
ks. Mikołaj Antoni Wampach
(1909–1942)
1. Kalendarium życia
1895 – 13 stycznia przychodzi na świat w Itzig (Luksemburg) Józef
Stoffels.
1915 – 10 listopada składa śluby zakonne w Brugelette, w Belgii,
zostając zakonnikiem w Zgromadzeniu Księży Najświętszego Serca
Jezusowego.
1922 – 23 lipca w Lowanium zostaje wyświęcony na księdza.
1926–1940 – Jest kierownikiem Francusko-Luksemburskiej Misji w Paryżu.
* * *
1909 – 3 listopada w Bilsdorf, w Luksemburgu, rodzi się Mikołaj
Wampach.
1932 – 8 września składa w Brugelette, w Belgii, śluby zakonne, stając
się członkiem Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.
1938 – 10 lipca w Lowanium otrzymuje święcenia kapłańskie.
1938–1940 – Pracuje duszpastersko w Francusko-Luksemburskiej Misji w
Paryżu.
* * *
1940 – Obaj sercanie zostają aresztowani przez gestapo i w 1941 roku
przeniesieni do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, po czym osadzeni
w obozie koncentracyjnym w Dachau.
1942 – Obaj zostają zagazowani w zamku Hartheim w Alkoven, w Austrii:
ks. Stoffels 28 maja, a ks. Wampach 12 sierpnia.
2. Udręczony człowiek
Myśmy przebaczyli, ale nie potrafimy, nie możemy
zapomnieć. (bp Neuhäusler Dachu w 1960 roku w Dachau)
Oto cytat z artykułu w pewnej gazecie: „Człowiek doznaje przedziwnego
uczucia, gdy wśród niesamowitego ruchu w Paryżu, na jednej z najbardziej
ruchliwych ulic wschodniej dzielnicy, niedaleko «Gare de l’Est» na Rue
Lafayette, jednej z najdłuższych ulic tej stolicy, odkrywa nagle pod
numerem 214, przebywając szeroki wjazd do podwórza – względnie duży
kościół. W tymże kościele znajduje u wejścia do bocznej kaplicy
pośmiertną tablicę pamiątkową poświęconą dwóm niezapomnianym apostołom
tejże świątyni – księżom sercanom: ks. Stoffelsa i ks. Wampacha, którzy
zostali przewiezieni do Dachau, po czym zagazowani na zamku Hartheim
obok Linzu”.
Wspomniana kaplica św. Józefa, później przemianowana na św. Józefa
Rzemieślnika, była aż do pierwszej wojny światowej ośrodkiem emigrantów
niemieckich w Paryżu, po czym – po roku 1918, gdy w Paryżu trudno było
znaleźć Niemca – stała się ona Misją Francusko-Luksemburską, czyli
Kościołem Luksemburskim w Paryżu. Przy tym to kościele działali dwaj
luksemburscy księża sercanie: ks. Józef Benedykt Stoffels oraz ks.
Mikołaj Antoni Wampach.
Ksiądz Stoffels, urodzony 13 stycznia 1895 roku w Itzig, w Luksemburgu,
wyświęcony na kapłana 23 lipca 1922 roku w Lowanium, został na prośbę
kardynała Paryża posłany przez przełożonego generalnego ks. Wawrzyńca
Philippe’a jesienią 1926 roku do Paryża, gdzie przez wiele lat bardzo
owocnie działał. Gdy pole jego pracy się poszerzyło, przełożeni dosłali
mu do pomocy w roku 1938 ks. Wampacha, urodzonego 3 listopada 1909 roku
w Bilsdorf, w Luksemburgu, i wyświęconego na kapłana 10 lipca 1938 roku
w Lowanium.
Gdy w 1940 roku, po wkroczeniu Niemców do Luksemburga, wielu ludzi
uciekło do Paryża, obydwaj sercanie zajęli się wraz z diecezjalnym
księdzem Janem Bernardem owymi uciekinierami, po czym, po zdobyciu
Francji przez Niemców, pomagali tysiącom osób w powrocie w rodzinne
strony do Luksemburga. A oto dalszy ciąg wydarzeń:
„Na podstawie tej czysto charytatywnej działalności owych trzech
paryskich kapłanów gestapo wysnuło domysły o sieci wywiadowczej,
wykorzystując to jako powód, żeby całą tę trójkę aresztować i odesłać do
Dachau. Obaj księża sercanie złożyli ofiarę życia, przeżył natomiast ks.
Bernard”.
Obaj sercanie zostali po przesłuchaniu i uwięzieniu w 1940 roku
ostatecznie aresztowani 7 marca 1941 roku i odtransportowani do
Buchenwaldu. Stamtąd 12 września 1941 roku zostali przekazani do Dachau.
Pozbawiono ich własnych nazwisk. Odtąd stali się już tylko numerami,
które zostały im wypalone w górnej części ramienia. Ksiądz Stoffels jako
więzień miał numer 27 179, natomiast ks. Wampach był więźniem nr 27 178.
Na podstawie informacji uzyskanych od władz państwowych z Dachau, obaj
księża mieli umrzeć w obozie koncentracyjnym w Dachu śmiercią naturalną
– zgodnie z zapisanym rozpoznaniem: Bronchitis, angina, zatrzymanie
akcji serca. Ksiądz Stoffels zmarł, jak głosi karta obozowa, 22 lipca
1942 roku, natomiast ks. Wampach 8 września 1942 roku. Ciało ks.
Stoffelsa rzekomo spalono w krematorium w Dachau. Rodzinie została
przekazana urna z prochami skremowanego więźnia, którą pogrzebano bez
udziału wiernych, bez bicia dzwonów ani śpiewów, pod nadzorem gestapo, w
Itzig, w Luksemburgu. Pani Marii Thill, siostrze ks. Stoffelsa,
przesłano różne pamiątki po zmarłym, jak zegarek na rękę, odzież i inne
drobiazgi.
Dopiero 40 lat później badania wykazały, że obaj księża, wraz z dwoma
innymi kapłanami luksemburskimi: Teofilem Beckerem oraz Batty Eschem, a
także jeszcze innymi – zostali wcześniej zagazowani na zamku Hartheim.
Zamek ten leży ok. 265 km od Dachu, w małej austriackiej miejscowości
Alkoven koło Linzu. Tam urządzona została doświadczalna komora gazowa.
Przejazd śmierci z Dachau do Hartheim trwał 4 godziny. Szyby autobusu
były zasłonięte. Wyjazd został uzasadniony potrzebą przetransportowania
chorych. Potem na terenie zamku nastąpiło to, co znamy z obozów
koncentracyjnych. Więźniowie musieli się rozebrać. Pod pretekstem, że
wykonane ma być zdjęcie, prowadzono ich pod prysznic i tam umierali
wskutek gazu, jaki wydobywał się z pryszniców.
Ksiądz Stoffels znajdował się wśród 33 kapłanów, którzy zostali tam
przewiezieni i zagazowani 28 maja 1942 roku. Ksiądz Wampach doświadczył
podobnego losu wraz z 26 kapłanami 12 sierpnia tego samego roku.
W nawiązaniu do tego czytamy w jednym z zeznań świadka „odnośnie do
szczególnie poszukiwanego zbrodniarza wojennego, masowego mordercy z
Oświęcima – dra Józefa Mengele’a”: „Pomysł urządzenia komór gazowych
jest również w głównej mierze jego dziełem. Podejmował on już o wiele
wcześniej eksperymenty w tym kierunku, mianowicie w osławionym miejscu
zabijania ludzi w zamku Hartheim koło Linzu, gdzie nie tylko pracował
czynnie naukowo, ale urządzał także prelekcje, jak na normalnej wyższej
uczelni, skierowane do przyszłych morderców – SS, którzy po ukończeniu
kursu otrzymywali prawomocny dyplom, upoważniający do zajmowania
kierowniczego stanowiska w obozie koncentracyjnym ukierunkowanym na
wyniszczenie”.
W ten sposób wspomniani kapłani zostali zgładzeni w ramach gazowań
eksperymentalnych.
O zamku Hartheim napisano: „Tajemnica Hartheimu była tak surowo
strzeżona, że odkryto ją długo po zakończeniu wojny, w głównej mierze
dzięki niestrudzonym badaniom i poszukiwaniom Szymona Wiesenthala”.
W prawej bocznej kaplicy kościoła św. Józefa w Paryżu umieszczono
tablicę pamiątkową przedstawiającą w postaci płaskorzeźby obydwu
sercanów, męczenników Misji Luksemburskiej. Ich biograf, ks. Nicolas
Kayser, dedykował im oraz ich towarzyszom cierpień następujące słowa: „In
memoria aeterna... Tych, którzy cierpieli i umarli za wiarę i
Ojczyznę, za prawo i wolność, nigdy nie zapomnimy!”.
ks. Mikołaj Marcin Capelli
(1912–1944)
1. Kalendarium życia
1912 – 20 września przychodzi na świat w Nembro koło Bergamo, we
Włoszech.
1930 – 23 września składa w Albisoli śluby zakonne, stając się członkiem
Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.
1938 – 26 lipca w Bolonii zostaje wyświęcony na księdza.
1943–1944 – Po studiach w Rzymie jest wykładowcą nauk biblijnych w
seminarium w Bolonii.
1944 – 20 lipca udaje mu się uprosić Burzanellę z Salvaro (Bolonia), by
mógł pomagać w pracy duszpasterskiej.
1944 – 25 września przeżywa zajęcie Salvaro przez niemieckie oddziały
SS.
1944 – 29 września aresztowany wraz z dużą liczbą innych jeszcze osób.
1944 – 1 października rozstrzelany w Pioppe di Salvaro (Bolonia), wraz z
przeszło 40 innymi więźniami.
1979 – 30 września jego imieniem nazwano jedną z ulic w jego
miejscowości rodzinnej Nembro, w dzielnicy San Nicola.
1995 – 3 grudnia zostaje rozpoczęty przez arcybiskupa kard. Giacomo
Biffi z Bolonii proces beatyfikacyjny.
2. Dobrowolny męczennik
Nigdy nie zabraknie męczeństwa oraz znamion ran na
Ciele Kościoła. (kard. Biffi o ks. Capelli)
Mikołaj Capelli urodził się 20 września 1912 roku w Nembro koło Bergamo.
Dnia 23 września złożył w Albisoli śluby zakonne i przybrał imię zakonne
Marcin, stając się członkiem Zgromadzenia Księży Sercanów. Dnia 26 lipca
1938 roku został wyświęcony na kapłana i natychmiast chciał się udać
jako misjonarz do jednej z misji prowadzonych przez Prowincję Włoską.
Polecono mu jednak kontynuowanie studiów na „Biblicum” (Papieskim
Instytucie Biblijnym) oraz na „Propaganda FIDE” (Uczelnia Kongregacji
Rozkrzewienia Wiary), aż do uzyskania stopnia doktora. W latach
1943–1944 był wykładowcą nauk biblijnych w seminarium Zgromadzenia
w Bolonii.
W roku 1944 przybliżył się front wojenny. Oddziały niemieckie wycofywały
się, a wojska alianckie i włoscy partyzanci spychali je coraz bardziej
na północ. W drugiej połowie roku front dotarł do Bolonii i okolicy.
Ludność cywilna doświadczyła całej surowości wojny, a przede wszystkim
została wciągnięta w walki pomiędzy partyzantami a oddziałami SS. Wielu
ludzi poniosło śmierć w walkach względnie zostało internowanych jako
zakładnicy.
Dnia 20 lipca 1944 roku ks. Capelli wyjechał do Salvaro, małej
miejscowości w Apeninach, leżącej jakieś 30–40 km na południe od
Bolonii. Obie miejscowości: Salvaro oraz małe przedmieście zwane Pioppe
di Salvaro, usytuowane są w dolinie rzeki Reno, pomiędzy dwiema
większymi miejscowościami: Vergato i Marzabotto. Rzeka ta wypływa z
Apeninów w kierunku północnym i przepływa również obok Bolonii.
W lipcu, sierpniu i wrześniu ks. Capelli wraz z młodym salezjaninem Don
Elia Cominim pomagał w pracy duszpasterskiej w parafii Salvaro staremu
proboszczowi Melliniemu. Obaj księża podejmowali starania, aby ulżyć
cierpieniom ludności w owych okrutnych dniach wojny. Często po atakach
bombowych oraz wśród walk między niemieckimi żołnierzami i ścigającymi
ich oddziałami alianckimi i partyzantami zaopatrywali rannych, udzielali
umierającym sakramentów, grzebali umarłych i pocieszali całkowicie
zagubionych. Dnia 25 września 1944 roku zostało zajęte przez oddziały SS
Pioppe di Salvaro.
Podczas pełnienia posługi duszpasterskiej obaj księża zostali
aresztowani przez SS 29 września 1944 roku wraz z dużą grupą innych osób
i umieszczeni w stajni dla koni, należącej do tamtejszej przędzalni
konopi i usytuowanej naprzeciw kościoła w Pioppe. Rano 30 września część
uwięzionych wysłano do pracy. Pozostałą część przesłuchiwano. Pewien
17-letni młodzieniec, który wystąpił jako świadek, a był zdrajcą,
powiedział do ks. Capellego: „Widziałem cię u rebeliantów w San Martino
di Caprara”. Miejscowość to leżała również w pobliżu – nieco bardziej na
północ od Salvaro. Ksiądz Capelli rzeczywiście tam był, ale tylko po to,
żeby 15 sierpnia oraz od wieczora 7 aż do rana 11 września wygłosić
kazania w ramach triduum przygotowawczego do święta Królowej Różańca. W
drodze do tej miejscowości natknął się na partyzantów.
Dowodem na to, że ks. Capelli utrzymywał kontakty z partyzantami jedynie
ze względów charytatywnych oraz duszpasterskich, może być choćby
następujące wydarzenie: gdy pewna dziewczyna została ciężko ranna
w czasie bombardowania 25 września i nie można było zdobyć lekarstwa
w okolicznych aptekach, skontaktował się on z partyzantami, którzy
dysponowali lekarstwami, i uzyskał pomoc. Dziewczynę uratowano.
W niedzielę 1 października 1944 roku, pod wieczór, o 1930 ks.
Capelli i Comini, wraz z 47 innymi więźniami, zostali zaprowadzeni do
tzw. botte, tzn. „beczki”, względnie „gliny”, należącej do
wspomnianej przędzalni. Owa beczka była zbiornikiem wody znajdującym się
przy końcu bocznego kanału rzeki Reno. Zbiornik ten służył do
regulowania poziomu wody oraz do wytwarzania prądu dla przędzalni. Miał
on jakieś 10 na 10 m szerokości i długości, a od 3 do 5 m głębokości.
Wtedy jednak był on bez wody, a dno było pokryte jedynie warstwą mułu.
Więźniowie zostali gęsto ustawieni po zadaszonej stronie jazu. Po
drugiej stronie zbiornika stali niemieccy żołnierze i strzelali do
jeńców. Było to około godz. 1945. Ciała zamordowanych padały
do zbiornika względnie zostawały tam wrzucone.
Jeden z uwięzionych – Aldo Ansaloni, który kulał, udał zabitego i uszedł
rzezi. Zaświadczył on później, że ks. Capelli, już śmiertelnie zraniony,
podźwignął się jeszcze raz, wypowiedział parę słów, których on nie
zrozumiał, i udzielił błogosławieństwa. Potem padł z rozpostartymi
ramionami na pozostałe ciała. Spośród uwięzionych dwóch się uratowało, a
47 zostało zabitych.
W następnych dniach podejmowano próby pochowania ciał pomordowanych.
Jednak nie dysponowano odpowiednimi narzędziami, ażeby wyciągnąć ciała,
a poza tym działo się to przy stałych walkach zagrażających życiu. Po
paru dniach nadeszła wiadomość, że kraty ze zbiornika wodnego otworzono
w kierunku kanału, tak iż ciała zabitych popłynęły do rwącej rzeki Reno
i nie zostały już odnalezione.
W rocznicę tego tragicznego wydarzenia, 1 października 1945 roku, kard.
Nasalli Rocca, arcybiskup Bolonii, uczcił w kościele Pioppe di Salvaro
owych zabitych podczas uroczystości zorganizowanej w tym celu.
Dnia 30 września 1979 roku imieniem ks. Capellego nazwana została jedna
z ulic w jego rodzinnej miejscowości Nembro.
W dniu 13 września 1987 roku kard. Giacomo Biffi, arcybiskup Bolonii,
mówił o „męczeństwie i znamionach ran, których nigdy nie brak na Ciele
Kościoła”. 3 grudnia 1995 roku został wszczęty przez tego samego
arcybiskupa proces informacyjny dotyczący ks. Capellego oraz ks.
Cominiego – jako krok wstępny do procesu beatyfikacyjnego na szczeblu
diecezjalnym.
Gdy zaczęto badać pisma ks. Capellego, wówczas odkryto, że on, który
żywił gorącą cześć do Matki Boskiej Bolesnej, spodziewał się męczeństwa
i ofiarował się Bogu. Modlił się on: „O Dziewico Męczenników, uproś mi,
żebym i ja został kiedyś męczennikiem Króla Chrystusa i Twoim” (12 XII
1931). A w dniu Niepokalanego Poczęcia 8 grudnia 1932 roku napisał:
„O Matko, któregoś dnia zobaczymy się na śmiertelnym łożu mojego
męczeństwa”.
ks. Kristiaan Hubertus Muermans
(1909–1945)
1. Kalendarium życia
1909 – 9 marca przychodzi na świat w Hees-Bilzen (Limburg), w Belgii.
1928 – 29 września składa w Brugelette śluby zakonne i zostaje
sercaninem.
1933 – 9 lipca w Lowanium zostaje wyświęcony na kapłana.
1934–1939 – Pełni funkcję nauczyciela w szkole apostolskiej w Tervuren.
1939 – 10 listopada dostaje powołanie do wojska.
1940 – Od 10 maja jest żołnierzem na frontach drugiej wojny światowej.
1941 – 15 marca dostaje się do obozu dla jeńców i znajduje się w stalagu
w Krems nad Dunajem koło Wiednia, w Austrii.
1943 – Zwolniony z obozu, ponownie pełni funkcję nauczyciela w Tervuren,
a jednocześnie katechety na uczelni w Brukseli-Oudergem.
1844 – 15 kwietnia zostaje w obecności swych uczniów aresztowany przez
SS w Brukseli-Oudergem i osadzony w więzieniu w Brukseli-St.Gillis.
1944 – 8 maja zostaje przewieziony do obozu koncentracyjnego w
Buchenwaldzie, a następnie jest więźniem obozów koncentracyjnych w
Ellrich, w Harzungen i w Nordhausen.
1945 – 16 lutego umiera w obozie koncentracyjnym w Mittelbau-Dora
Nordhausen (w Turyngii, w Niemczech).
2. Więzień pracy o numerze 48 914
Istnieją cztery stopnie oporu: natychmiastowa
obrona, odmowa, protest oraz aktywny opór. (Konrad Repgen)
Gdy zaczęto podejmować badania w sprawie sercańskich męczenników, jeden
ze współbraci przypomniał o ks. Kristiaanie Muermansie z Belgii, który
zmarł w obozie koncentracyjnym. Zwrócono się wówczas z zapytaniem w tej
sprawie do podeszłego już w latach jego brata Wima Muermansa. Oto
przytaczamy jego listowną odpowiedź:
Tervuren, 3 kwietnia 2000 r.
Drogi Współbracie!
Spełniając prośbę ks. Van der Elsta, mam Księdzu opowiedzieć coś o życiu
mojego brata Kristiaana Muermansa SCJ. Urodził się on 9 marca 1909 roku
w Hees-Bilzen. Studiował w Kolegium Serca Jezusowego w Tervuren i
wstąpił do Zgromadzenia Księży Sercanów. Dnia 29 września 1928 roku
złożył w Brugelette śluby zakonne, a święcenia kapłańskie otrzymał w Lowanium
9 lipca 1933 roku.
Był nauczycielem w Kolegium Serca Jezusowego w Tervuren i jednocześnie
nauczycielem katechetyki w Brukseli-Audergem. Dostał się do niewoli i
był jeńcem w stalagu w Krems koło Wiednia. Następnie został zwolniony z
Krems i ponownie pełnił funkcję nauczyciela we wspomnianej szkole.
Zajmował się prasą podziemną i pomagał wielu młodym ukrywającym się
ludziom, zapobiegając w ten sposób ich ujęciu przez gestapo i
umieszczeniu w obozie pracy. Doszło to do uszu gestapo, które
aresztowało go pewnego dnia w obecności jego uczniów i umieściło w
więzieniu w Brukseli. Potem został on odtransportowany do Niemiec i był
po kolei w obozach koncentracyjnych w Buchenwaldzie, Ellrich, Harzungen
oraz Dora, gdzie zmarł 16 lutego 1945 roku, dokładnie tydzień przed
wyzwoleniem tego obozu przez Amerykanów. Miałem sposobność odwiedzić ten
obóz koncentracyjny dwukrotnie, gdy był on jeszcze pod nadzorem
komunistów, jednakże nie zdołałem już niczego się dowiedzieć o moim
bracie.
Serdeczne pozdrowienia „in Corde Jesu”! – ks. Wim Muermans SCJ
W odpowiedzi na zapytanie skierowane do administracji Instytutu Pamięci
Obozu Koncentracyjnego Mittelbau – Dora Nordhausen w Turyngii,
pracownica tegoż archiwum Christina Janischefski podała w liście z 4
sierpnia 2000 roku parę dalszych szczegółów. Zgodnie z pierwszą wzmianką
zamieszczoną w książce Dora 1943–1945, ks. Muermans został
przeniesiony do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie 8 maja 1944 roku.
Odnośnie do jego danych czytamy:
Numer bieżący: 600 urodzony: 09.03.1909.
Numer heftlinga: 48 914 urodzony w: Hees
Nazwisko: Muermans Zawód: Nauczyciel
Imię: Christiaan
Z Buchenwaldu został on w końcu – poprzez obozy koncentracyjne w Ellrich
i w Harzungen – przeniesiony do Nordhausen. W liście czytamy dalej:
„Dane [odnośnie do Kristiaana Muermans] pochodzą z dokumentów Głównego
Archiwum Państwowego w Warszawie. Tytuł listy brzmi
dosłownie: Liste von Belgiern, die in der Zeit vom 10. August
1943 bis 3. April 1945 im KZ Klosterwerk-Blankenburg starben (= lista
Belgów, którzy zmarli w okresie od 10 sierpnia 1943 aż do 3 kwietnia
1945 roku w obozie koncentracyjnym w Klosterwerk-Blankenburg)”.
Blankenburg było jednym z ok. 40 zewnętrznych obozów obozu
koncentracyjnego Mittelbau-Dora. Tutaj umieszczono od sierpnia 1944 aż
do marca 1945 roku – 500 więźniów (mężczyzn), przeznaczonych do robót w
Zakładach Klosterwerk – Blankenburg. Jeńcy ci podlegali organizacji
„Todt”, grupie szturmowej Kyffhäuser. Zlecenie pracy brzmiało: Produkcja
materiałów wojennych. W dniach od 28 października do 1 listopada 1944
roku nastąpiło podporządkowanie Zakładów Klosterwerk-Blankenburg obozowi
koncentracyjnemu Mittelbau. Więźniowie zostali umieszczeni w obozie „Auf
dem Lauseberg”, pod nadzorem 43 esesmanów. W Blankenburg-Oesing
postawiony jest pomnik „Für die Opfer des KZ-Außenlagers Klosterwerke”
(= Ofiarom zewnętrznego obozu koncentracyjnego Klosterwerk).
Na podstawie dołączonego do listu materiału informacyjnego o obozie
koncentracyjnym można było dowiedzieć się co następuje: Po
zbombardowaniu Wojskowego Instytutu Badań Eksperymentalnych Peenemünde w
sierpniu 1943 roku został wzniesiony i urządzony w Kohnstein przy
Nordhausen zewnętrzny obóz koncentracyjny Buchenwald. Nazwano go
imieniem „Mittelbau Dora”. Służył on przede wszystkim dla potajemnej
produkcji broni zemsty-odpłaty (V-Waffen), z pomocą której aparat
propagandowy Hitlera obiecywał Niemcom ostateczne zwycięstwo.
W kwietniu 1945 roku dowództwo SS zlikwidowało obóz i ewakuowało
wszystkich pracujących, poza kilkuset chorymi. Dnia 11 kwietnia
amerykańskie oddziały wojskowe dotarły do obozu i uwolniły pozostałych
więźniów. Zabezpieczyli oni zakłady produkcyjne i przejęli technologie
rakietowe, które wraz z pełniącymi funkcje kierownicze inżynierami
przewiezione zostały do USA.
W pewnym dzienniku ukazał się wtedy artykuł pt.: Kolebka wypraw
kosmicznych w pewnym obozie koncentracyjnym (Badische Zeitung). Tam
to właśnie, głęboko pod ziemią, pod szczytem Kohnstein, pracowało między
1943 i wiosną 1945 roku w nędznych warunkach dla ostatecznego zwycięstwa
Niemiec około 60 000 więźniów. Pracowali oni – jak to później określono
w delikatny sposób – jako „Zwangsarbeiter” (robotnicy przymusowi).
W rzeczywistości traktowani byli jak niewolnicy pracy, zapędzani do
roboty tak długo, aż umierali z wyczerpania. Zadaniem ich było
zbudowanie cudownej broni Führera – latającej bomby V–1 oraz V–2, czyli
pierwszej rakiety. Była to największa podziemna fabryka, jaka istniała w
czasie drugiej wojny światowej. Około 20 000 owych niewolników zmarło
wskutek złego traktowania, chorób, względnie zostało zabitych przez SS.
Dotąd nie wiemy nic więcej o tym, w jakich okolicznościach zmarł ks.
Muermans. Gdy obóz koncentracyjny został oswobodzony, on już nie żył od
tygodnia.
Czy ks. Muermans jest męczennikiem? Tak, gdyż „dzisiejsi męczennicy
zostają pozbawieni życia nie tylko ze względu na wiarę, lecz o wiele
częściej z powodu swego zaangażowania na rzecz sprawiedliwości
społecznej” (Stimmen der Zeit). Toteż Ojciec Święty pisze w odniesieniu
do Wielkiego Jubileuszu Roku 2000: „Oby Lud Boży, umocniony przykładem
tych autentycznych mistrzów wiary – ludzi wszystkich pokoleń, języków
i narodowości – przekroczył z ufnością próg trzeciego tysiąclecia” (IM
13).
Inni księża ze Zgromadzenia Księży Najświętszego
Serca Jezusowego
1. Indonezja: nieznani misjonarze
W naszym stuleciu wrócili męczennicy. Są to często
męczennicy nieznani, jak gdyby „nieznani żołnierze” wielkiej sprawy
Bożej. (Jan Paweł II, TMA 37)
Czy są tacy zmarli księża sercanie, którzy nie mają własnego grobu? Czy
istnieje jakiś sercański grób „nieznanego żołnierza”, do czego nawiązuje
Ojciec Święty? Tak, księża sercanie, którzy zginęli w obozach
koncentracyjnych, nie mają żadnego grobu...!
Holenderska Prowincja Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego
obchodziła 22 września 1999 roku w domu zakonnym w Sint Gerlach w Cadier
en Keer (Holandia) jubileusz 75-lecia swej działalności misyjnej w
Indonezji. Pierwsi sercańscy misjonarze przybyli na południową Sumatrę
23 sierpnia 1924 roku. Na przestrzeni minionych dziesięcioleci prowincja
ta wysłała 27 współbraci do Indonezji. Założyli oni tam kwitnącą
prowincję.
Podczas drugiej wojny światowej Indonezja została zdobyta przez
Japończyków, po czym oswobodzona przez wojska amerykańskie. W tym
kontekście przypomniano o fakcie, że w latach 1944–1945 jedenastu
sercanów straciło życie w japońskim obozie koncentracyjnym w Muntok, na
wyspie Bank. Było to 9 kapłanów oraz 2 braci zakonnych.
Z okazji tej uroczystości jubileuszowej chciano przywołać na pamięć
współbraci sercanów, którzy stracili swe życie w warunkach podobnych do
tych panujących w obozach koncentracyjnych Europy. Przełożony
prowincjalny Prowincji Holenderskiej, ks. Reinerius von Langen, postawił
w czasie swego przemówienia następujące pytanie: „Kto zna tych
współbraci, którzy zginęli w obozie japońskim? Czy nie są i oni
męczennikami?”. Jest rzeczą pożądaną, żeby Zgromadzenie poznało ich
lepiej i odpowiednio uczciło. Oto ich nazwiska:
ks. Piotr Maciej Cobben
ks. Andrzej Gebbing
ks. Wilhelm Franciszek Hoffmann
ks. Franciszek Borgiasz Hofstad
ks. Teodor Tomasz z Akwinu Kappers
ks. Izydor Gabriel Mikkers
br. Gerhard Mateusz Schulte
br. Teodor Wilfried van der Werf
ks. Piotr Nikazjusz von Eijk
ks. Franciszek Jan Bosco von Iersel
ks. Henryk Norbert van Oort
Czy oni są męczennikami? Czy opuszczając dom i ojczyznę, żeby głosić
Dobrą Nowinę w dalekich krajach, nie musieli się liczyć i z tym faktem,
że zostaną wciągnięci w wir walk politycznych i że wskutek tego mogą
utracić życie? Tak więc i do nich odnosi się to, co mówi Ojciec Święty:
„Świętość ta ujawnia się w życiu licznych Świętych i Błogosławionych
uznanych przez Kościół, a także w życiu ogromnej rzeszy bezimiennych
mężczyzn i kobiet, których zliczyć nie sposób” (IM 11).
2. Kamerun: ofiary przemocy politycznej
Niektórzy ponieśli śmierć, ponieważ obrali Dobrego Pasterza za swój wzór
i woleli pozostać wśród swych wiernych pomimo własnego zagrożenia.
(Jan Paweł II)
W latach pięćdziesiątych XX wieku, po drugiej wojnie światowej,
politycznej niezależności i zrzucenia jarzma kolonistów zapragnął
również Kamerun, podobnie jak to się zaznaczało u wszystkich ludów
dotychczasowych kolonii. W następstwie tego, począwszy od roku 1957
zdażały się i w Kamerunie akty wrogości wobec dotychczasowych białych
panów, którzy bynajmniej nie przejawiali chęci dobrowolnego opuszczenia
kraju. Konsekwencje tego miał ponieść także Kościół w Kamerunie. Mieli
tego doświadczyć księża sercanie z Francuskiej Prowincji Zgromadzenia.
Byli oni czynni jako misjonarze w założonych przez siebie diecezjach
Nkongsamba oraz Bafoussam. Uczestnictwo w nabożeństwach kościelnych ze
strony katolickiej czarnej ludności zmniejszyło się w tym czasie
pokaźnie. Coraz częściej dochodziło do zajmowania zabudowań i instytucji
prowadzonych przez białych. Ataki kierowano również przeciw misjom
katolickim. Towarzyszyły temu napady rabunkowe i plądrowanie
posiadłości. W takich okolicznościach pozbawionych zostało życia trzech
sercanów z Francuskiej Prowincji Zgromadzenia. Oto ich nazwiska i
sylwetki:
ks. Wawrzyniec Egidiusz
Héberlé
ks. Franciszek Paweł od
Krzyża Musslin
br. Walentyn Jan Bosco
Sarron.
W oparciu o zapisy kronikarza dowiadujemy się co następuje. Dnia 30
sierpnia 1959 roku wdarło się do domu położonej na uboczu stacji
Bonabéri dwóch uzbrojonych rebeliantów. Dwóch księży, wraz z dwoma
młodymi czarnymi, nie miało szans stawiania jakiegokolwiek oporu. Ksiądz
Musslin został ugodzony w tętnicę szyjną i wykrwawił się na śmierć.
Inny napad przeżyli misjonarze za stacji Banka-Bafang, położonej na
terytorium Bamileke, która 29 listopada 1959 roku krótko przed północą
została otoczona przez rebeliantów. Ksiądz Wawrzyniec Héberlé, który
przeżył jako misjonarz w Kamerunie ponad 25 lat, został zraniony
strzałem w plecy, po czym ucięto mu głowę. Brat Walentyn Sarron chciał
uciec, ale dogoniono go i również ucięto mu głowę. Głowy misjonarzy były
następnie obnoszone jako krwawe trofea wśród okrzyków triumfu. Potem ich
już nie odnaleziono. Pozostali misjonarze oraz jeden czarny ksiądz
diecezjalny zdołali ratować się ucieczką. Dom misjonarzy został
zburzony, a szpital i apteka wraz z laboratorium spustoszone i
splądrowane. Kościół, szkołę i dom sióstr oszczędzono. Chrześcijanie z
Banka-Bafang byli tak wystraszeni, że na pogrzebie ofiar nie było
obecnych nawet 50 osób.
„Do dania tego najwyższego świadectwa miłości wobec wszystkich, a
zwłaszcza wobec prześladowców, powołani zostali niektórzy chrześcijanie
już od samego początku i zawsze będą powoływani” (KK 42).
a. Kalendarium życia trzech męczenników z Francji
ks. Wawrzyniec Egidiusz Hébelé
1907 – 11 listopada przychodzi na świat w
Albé (Alzacja).
1926 – 22 września składa w Brugelette, w
Belgii, śluby zakonne i staje się członkiem Zgromadzenia Księży
Najświętszego Serca Jezusowego.
1932 – 10 lipca w Lille otrzymuje święcenia
kapłańskie.
1934 – Zaczyna działalność misyjną w
Kamerunie.
1959 – 30 listopada zostaje zabity na
stacji misyjnej w Banka-Bafang.
ks. Franciszek Paweł od Krzyża Musslin
1916 – 2 grudnia urodził się w Riedisheim, w Alzacji.
1934 – 29 września składa w Amiens śluby zakonne i zostaje tym samym
członkiem Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.
1949 – 22 grudnia w Grenoble otrzymuje święcenia kapłańskie.
1951 – Zaczyna pracę w charakterze misjonarza w Kamerunie.
1959 – 30 sierpnia zostaje zabity na stacji misyjnej w Bonabéri.
br. Walentyn Jan Bosco Sarron
1920 – 23 lipca przychodzi na świat w La Fayette (Puy de Dôme).
1939 – 16 czerwca w Amiens składa śluby zakonne i zostaje członkiem
Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.
1943 – 29 września w Saint-Cirgues składa śluby wieczyste.
1947 – Zaczyna swą pracę jako misjonarz w Kamerunie.
1957 – 30 listopada zostaje zabity na stacji misyjnej w Banka-Bafang.
b. Historyczne początki misji w Kamerunie
Gdy w 1884 roku Kamerun stał się niemieckim terytorium ochronnym,
działalność misyjna została oddana po wcześniejszych staraniach
niemieckim Księżom Pallotynom. Od nich to Niemiecka Prowincja
Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego otrzymała własny
teren misyjny.
W latach 1912–1914 wyjechało do Kamerunu łącznie 18 księży sercanów oraz
5 sióstr Bożej Opatrzności. Ksiądz Gerhard Lennartz został pierwszym
prefektem apostolskim w Adamaua. Niemieccy księża przystąpili do dzieła
misyjnego z dużym zapałem i założyli stacje misyjne w Fumban, Kumbo oraz
Ossing. Niestety, pierwsza wojna światowa pociągnęła za sobą zdobycie
Kamerunu przez wojska francuskie i angielskie. Niemieccy misjonarze
musieli opuścić kraj. Mimo to ich praca nie poszła na marne. Co prawda
nowi chrześcijanie byli przez 5 lat bez opieki kapłańskiej, jednak wielu
z nich pozostało wiernymi przyjętej wierze. W roku 1919 Francuska
Prowincja Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego – pod
przewodnictwem nowego prefekta apostolskiego ks. Józefa Plissonneau –
przejęła częściowo tereny Niemców wysyłając tamże wytrwale każdego roku
po paru kolejnych misjonarzy.
Misja ta jest wymownym przykładem ponadnarodowego porozumienia i tego,
jak współbracia dwóch walczących ze sobą państw potrafią zastąpić siebie
nawzajem w sytuacji skomplikowanej uwarunkowaniami politycznymi. W ten
sposób praca misyjna mogła być kontynuowana i udoskonalana.
c. Wspomnienia pośmiertne
ks. Klemens Hecquet SCJ (GA),
rękopis. Z niemieckiego przekładu –
Męczennicy
1) Po śmierci ks. Franciszka Pawła Musslina
W czasopiśmie „Laiccam”, pod datą 31 sierpnia 1959 roku, tak pisze
przyjaciel księży Albaniego oraz Musslina – prałat Jean Noddings:
„Wczoraj wieczorem strzałem z karabinu został postrzelony w Bonabéri ks.
Musslin. Stało się to wtedy, gdy miał zasiąść do posiłku wraz ze swoim
współbratem. Ten ostatni nie zdążył chwycić za swoją broń myśliwską. Gdy
mordercy uciekli i nie było sposobu już ich pochwycić, ich ofiara – ks.
Musslin, leżał w kałuży krwi i umierał z powodu jej upływu. Ksiądz
Albani zaczął bić w dzwon, by zawezwać chrześcijan na ratunek, jednakże
nikt nie przyszedł. Sam musiał udać się do komisariatu i powiadomić
policję...”.
„Inni misjonarze znaleźli przed swymi drzwiami zawieszone zwłoki, na
których umieszczono następujący napis: «Taki będzie twój los, jeśli się
stąd nie wyniesiesz». Ksiądz Musslin nie opuścił stanowiska...”.
2) Po śmierci ks. Wawrzyńca Héberlégo oraz br. Walentego Sarrona
W chwili ataku na misję w Bafang, wspólnotę domową stanowili: br.
Walentyn Sarron, ks. Egidiusz Wawrzyniec Héberlé, ks. Jan Lescoffit, ks.
Lepreux (? – względnie ks. Klemens Lequeux; nazwiska ks. Lepreux nie ma
w Elenchusie ani w Nekrologu), br. René Russe oraz ks.
Frédéric Njougla. W nocy z niedzieli 29 na poniedziałek 30 listopada
1959 roku stację misyjną otoczyło paręset rebeliantów uzbrojonych w
karabiny i strzelby. Wysadzili oni w powietrze drzwi i okna pokojów, w
których mieszkali misjonarze. Ksiądz Egidiusz Héberlé został trafiony
śrutem, po czym ucięto mu głowę. Brat Walentyn Sarron uciekł ze swego
pokoju innym wyjściem, ale puszczono się za nim w pogoń. Również jemu
ucięto głowę przy warsztacie ciesielskim, gdzie chciał się ukryć.
Pozostałym zakonnikom udało się uciec lub ukryć.
Gdy jeden z przywódców owych rebeliantów zobaczył odcięte głowy dwóch
misjonarzy, zganił swoich żołnierzy, że zabili br. Walentyna Sarrona.
Brat ten kierował jako gorliwy pracownik budową nowego kościoła, który
był już niemal ukończony. Był on znany ze swej zawsze uśmiechniętej
twarzy. Z początkiem 1955 roku został odznaczony medalem dla osób
zasłużonych dla Kamerunu.
Ksiądz Jan Lescoffit, do którego redakcja czasopisma scholastykatu
zwróciła się z prośbą o wywiad po jego przyjeździe na urlop do ojczyzny
w 1961 roku, podał następującą charakterystykę ks. Wawrzyńca Héberlégo:
„Był to człowiek dobry i mądry. Dzięki swej dobroci i bystrości umysłu
przyciągał do siebie wszystkich. Pozostawił po sobie wielkie wrażenie
dobroci. Był zawsze gotów, pykając swoją fajkę i głaszcząc brodę,
wysłuchiwać plotek Kameruńczyków, nie okazując zdenerwowania ani
znudzenia. Odznaczał się głębokim i wrażliwym uczuciem względem
każdego...”.
„Czy było rzeczą niemożliwą, żeby w tej hordzie, która napadła na misję,
odróżnić ekstremistów organizacji UPC (Union des Population du
Caméroun – Zjednoczenie Ludności Kamerunu), bandytów, od tych
wszystkich, którzy również się zlecieli, ale tylko pod groźbą, stanowiąc
być może chrześcijańskich terrorystów?”. Takie pytanie postawił ks.
prałat Noddings w Laiccam 25 grudnia 1959 roku.
3. Kongo: ofiary polityki
Pragniemy jednak prosić Boga, żeby przyjął tę ich ofiarę
i dozwolił, by przyniosła obfity owoc
dla misji, dla Konga, dla Afryki i dla Ojczyzny.
(Krwawiący Kościół w Kongo)
Kongo Belgijskie, położone w samym centrum Afryki, w 1960 roku stało się
samodzielnym państwem i przyjęło nazwę Kongo. Nowi władcy w ciągu 4 lat
doprowadzili ten kraj do tak wielkiej ruiny, że doszło do krwawych
powstań i rozpraw na kształt wojny domowej.
Lewicowi rebelianci, pod nazwą „Simba”, którzy walczyli przeciw rządowi
centralnemu w stolicy Kinshasie, zajęli znaczne połacie wschodniego
Konga, w tym między innymi archidiecezji Kisangani oraz diecezji Wamba.
Ich hasło: walka o wolność oraz zemsta na białych wyzyskiwaczach,
doprowadziło do masakr na tamtejszej czarnej ludności, a przede
wszystkim na pozostałych jeszcze białych.
Na podstawie późniejszych zestawień wyliczono, że ofiarami tej rebelii
stały się nieprzeliczone rzesze Afrykańczyków oraz 249 Europejczyków.
Łącznie straciło życie 143 misjonarzy, sióstr zakonnych misjonarek oraz
osób działających na rzecz misji.
Na misji Księży Sercanów w archidiecezji Kisangani i w diecezji Wamba
zamordowane zostały 53 osoby. Znajdowało się wśród nich 28 księży
sercanów, w tym biskup z Wamba, 22 księży oraz 5 braci zakonnych. Oto
ich nazwiska:
bp Józef Albert Wittebols
ks. Amour Jan Ewangelista Aubert
ks. Karol Jan van Ruysbroek Bellinckx
ks. Herman Wacław Bisschop
ks. Klemens Franciszek z Asyżu Burnotte
ks. Józef Karol Boromeusz Conrad
br. Marcin Damian Brabers
ks. Jan Bonifacy de Vries
ks. Henryk Donatus Hams
ks. Leonard Ludwik–Maria Janssen
br. Józef Andrzej Laureys
ks. Aquilino Bernardo Longo
ks. Jakob Jan Vianney Moreau
ks. Gerard Stefan Niewkamp
br. Józef Alojzy Paps
ks. Arnold Wiro Schouenberg
br. Wilhelm Arnulf Schouenberg
ks. Jan Alojzy Slenter
ks. Franciszek Tomasz Morus ten Bosch
ks. Józef Jakob Tegels
ks. Jan Ireneusz Trausch
ks. Piotr Józef van den Biggelaar
ks. Krystian Jan Bosco Vandael
ks. Hieronim Gabriel Vandemoere
br. Henryk Józef Vanderbeek
ks. Henryk Bonifacy van der Vegt
ks. Henryk Julian Eymard Verberne
ks. Wilhelm Pius Vranken
Czy byli oni męczennikami? Zostali zamordowani, ponieważ uchodzili za
przedstawicieli znienawidzonego reżimu kongijskiego. Z tego też względu
zabito jedynie misjonarzy posługujących się językiem holenderskim,
Holendrów oraz Flamandów. Niemieckich misjonarzy, jak ks. Henryka
Middendorfa oraz br. Leona Pizmohta, wypuszczono na wolność. Do tych,
którzy ponieśli śmierć, chociaż nie zostali zamordowani z nienawiści do
wiary i Kościoła, lecz z powodów politycznych, odnosi się to, co dotyczy
każdego misjonarza, który opuszcza dom i ojczyznę: będzie musiał liczyć
się z możliwością gwałtownej śmierci w obcym kraju, obojętnie jak to
pozbawienie życia będzie umotywowane.
„Kobiety i mężczyźni z Europy przyjęli wraz z powołaniem misyjnym
wszystkie niebezpieczeństwa, nie wyłączając najbardziej nieznanych.
Poszli za wezwaniem Chrystusa. W obliczu karabinów, włóczni i sztyletów,
włączyli oni swoją ofiarę w tę Jego Ofiarę, przyjętą z miłości do Ojca i
dla zbawienia ludzi. Ojciec Niebieski przyjął ich ducha w swoje ręce”
(Krwawiący Kościół w Kongo).
Dnia 3 listopada 1964 roku został śmiertelnie raniony uderzeniami
włóczni w pierś również działający niedaleko, w Ndui, sercanin z
Włoskiej Prowincji Zgromadzenia – ks. Aquilino Bernardo Longo, nazywany
Ojcem Pigmejów. W chwili swej śmierci wypowiedział jedynie to zdanie:
„Oto dla misjonarza najpiękniejszy finał!”.
bł. siostra Anuarita (1941—1964)
1. Kalendarium życia
1937 – Biskup Camille Verfaillie z Kisangani zakłada dla czarnoskórych
dziewcząt i kobiet Zgromadzenie Zakonne Świętej Rodziny.
1941 – 29 grudnia w diecezji Wamba przychodzi na świat i otrzymuje
kongijskie imię Nangapeta. Gdy jej matka wraz z córkami przyjmuje wiarę
katolicką, otrzymuje chrześcijańskie imię Alfonsyna. W szkole jednak
wołają ją imieniem jej starszej siostry Anuarity i to imię też się
przyjmuje.
1957 – Wstępuje do Zgromadzenia Zakonnego Świętej Rodziny i przygotowuje
się do nowicjatu.
1959 – 5 sierpnia składa śluby zakonne i obiera imię zakonne Maria
Klementyna.
1959–1964 – Uzyskuje wykształcenie nauczycielskie i uczy w szkole
podstawowej w Bafwabaka.
1964 – 15 sierpnia oddziały „Simba” zdobywają Wamba i podporządkowują
siostry swojej władzy.
1964 – 1 grudnia zostaje zamordowana w Isiro w obronie dziewictwa.
1985 – 15 sierpnia zostaje beatyfikowana przez Ojca Świętego Jana Pawła
II w Kinshasie.
2. Pierwszy kwiat Czarnego Lądu
Raczej mnie zabijcie! Tak sobie tego życzyłam, tego chciałam.
(s. Anuarita)
Dnia 1 grudnia, a więc na samym progu okresu Adwentu, Kościół obchodzi
wspomnienie błogosławionej, której imię na terenie Niemiec jest chyba
całkiem nieznane. Również ona chciała się przygotować do Świąt Bożego
Narodzenia. Niemniej spełnienie tego święta stało się jej cząstką w inny
sposób. Jej imię jest długie: Nangapeta Alfonsyna Anuarita Maria
Klementyna. Kim była ta kobieta?
Żyła ona w Kongo – zwanym przez jakiś czas także Zairem – w dalekim
kraju, położonym w samym sercu Czarnego Lądu. Wamba jest jedną z
diecezji archidiecezji Kisangani – we wschodniej części Konga. Prowadzą
tam swą działalność misyjną od przeszło 100 lat misjonarze ze
Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.
Dnia 29 grudnia 1941 roku, czyli tuż po Bożym Narodzeniu, w mieście
Wamba urodziła się dziewczynka. Jej ojciec nazywał się Amisa Batiboco,
natomiast matka Isude. Dziewczynka otrzymała afrykańskie imię Nangapeta,
pisane również jako Nengapeta. Ojciec – poganin radził swojej małżonce,
żeby się wybrała na naukę o chrzcie. W ten sposób matka i jej sześć
córek zostały przyjęte do Kościoła katolickiego i przyjęły chrzest.
Nangapeta otrzymała chrześcijańskie imię Alfonsyna. Gdy zaczęła chodzić
do szkoły, wołano ją imieniem jej starszej siostry: Anuarita. Tak więc
nosiła już trzy imiona: Nangapeta Alfonsyna Anuarita. Gdy prezydent
Mobutu z Zairu zakazał używania zagranicznych imion, wołano ją nadal
Anuarita.
Anuarita stała się pobożną czarną dziewczyną. Była też bardzo piękna. W
tym czasie poznała Zgromadzenie Zakonne Świętej Rodziny, założone w 1937
roku przez bp. Camille Verfaille z Kisangani specjalnie dla czarnych
kobiet. Anuarita wstąpiła do tego Zgromadzenia w wieku 16 lat i 5
sierpnia 1959 roku złożyła śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa na
ręce bp. Józefa Wittebolsa z Wamba, który jednocześnie był jej
kierownikiem duchowym. Miała wtedy 18 lat. Obrała sobie imię zakonne:
Maria Klementyna. Tym samym jej imię jeszcze bardziej się wydłużyło:
Nangapeta Alfonsyna Anuarita Maria Klementyna. Współsiostry wołały ją
jednak jako s. Anuaritę, co w jej stronach rodzinnych wymawiano:
Anualite. Imię to oznacza: „Ta, która gardzi wojną”. Zdobyła
wykształcenie nauczycielskie w zakresie szkoły podstawowej. Uczyła
dzieci z klasy 3 i 4 szkoły podstawowej w Bafwabaka, małym miasteczku
leżącym niedaleko miasta diecezjalnego Wamba. Oprócz tego przejęła
jeszcze prowadzenie grupy młodzieżowej, była członkinią kierownictwa
internatu, a także zajmowała się zakrystią i kościołem oraz kuchnią. Jej
hasłem-zawołaniem było: „Służyć i rozweselać”.
W 1964 roku, w związku z uzyskaniem politycznej niepodległości Konga i
groźbą rozpadu tego olbrzymiego tworu państwowego, doszło do powstania
rebeliantów, których zwano Simba. Dnia 15 sierpnia 1964 roku zdobyli oni
diecezję Wamba. 18 sióstr, 9 nowicjuszek i 7 postulantek Zgromadzenia
Zakonnego Świętej Rodziny w Bafwabaka zostało aresztowanych,
przewiezionych do Isiro, większej miejscowości przy Wamba, i tamże
poddanych torturom, z zagrożeniem pozbawienia życia. Wszystkie były
gotowe na śmierć męczeńską. Oto imiona niektórych z nich: s. Banakweni,
s. Bokoma, s. Maria Melani, s. Nabeane, s. Uwenze, nowicjuszka Aliswa,
s. Nembasa.
Anuarita została przeznaczona do haremu płk. Ngalo, natomiast s. Bokomo
dla gen. Olombe. Każda dziewczyna ucieszyłaby się, mogąc zostać żoną
wojskowego, to bowiem oznaczało uznanie, bogactwo, piękne suknie, dobre
jedzenie, duży dom i wiele innych rzeczy. Siostra Anuarita odpowiedziała
jednak: NIE. Było to 29 listopada 1964 roku. Akta świadków męczeństwa
donoszą:
Gdy płk. Ngalo poinformował Anuaritę, że zostaje przeznaczona do jego
haremu, odpowiedziała: „NIE!”. Ngalo zagroził jej, że w razie odmowy
zabije przełożoną generalną. Jej heroiczna odpowiedź brzmiała: „Czemu
chcecie ją zabić? Zabijcie mnie!”. Nastąpiły sceny jej okrutnego
poniewierania. W czasie ostatniego wspólnego posiłku pokazała po kryjomu
pod stołem jednej ze współsióstr obrzmiałe stawy: „Zadał mi tyle bólu!”.
Chociaż wiedziała, jakie męki ją czekają, powiedziała: „Umrę tej nocy,
gdyż nie dałam przyzwalającej odpowiedzi Ngalo, bo chcę pozostać wierna
Chrystusowi w moim dziewictwie!”. Pokornie i z bojaźnią zwracała się do
współsióstr z prośbą o modlitwę: „Módlcie się za mnie! Duch jest
ochoczy, ale ciało słabe!”. A chcąc niejako dodać odwagi sobie samej,
powtarzała co jakiś czas: „Jeśli muszę umrzeć z powodu mojego
dziewictwa, to naprawdę umrę!”. Gdy gen. Olombe wyciągał ją z sali,
wołała do pozostających sióstr: „Lepiej umrzeć aniżeli zgrzeszyć.
Módlcie się za mnie! Dusza moja jest pełna pokoju”. Następnie
powiedziała do Olombe: „Ja nie idę. Nie godzę się na grzech. Jeśli pan
chce, proszę mnie zabić!”. Padając pod ciosami zadanymi kolbą od
karabinu, wołała: „Przebaczam im, bo nie wiedzą, co czynią”. Zanim
litościwie utrata przytomności odebrała jej odczuwanie bólu i otwarła
drzwi dla śmierci, powiedziała: „Tak, tego pragnęłam, tak chciałam!”.
Nadal ją bito. Bagnetami dziurawiono jej ciało w okolicy serca. Strzał z
pistoletu, który miał zakończyć jej życie, spowodował, że kula przeszła
przez jej obojczyk i lewe ramię. Anuarita jeszcze żyła. Zmarła dopiero w
otoczeniu swych współsióstr 1 grudnia 1964 roku o godz. 100
w nocy. Ciało jej było tak zmasakrowane, że nie sposób było ubrać go w
habit. Przykryto ją welonem i tak pochowano w Isiro na skraju masowego
grobu. Gdy później przeniesiono ją do katedry w Isiro, rozpoznano jej
zwłoki między innymi po małej figurce Matki Boskiej, którą zawsze ze
sobą nosiła.
Proces beatyfikacyjny tej męczennicy rozpoczął się wkrótce. Dnia 15
sierpnia 1985 roku s. Anuarita została ogłoszona błogosławioną przez
papieża Jana Pawła II w Kinshasie, stolicy Kongo. Dziś nadal jeszcze ta
postać jest w dużej mierze nieznana. Mimo to zostanie ona kiedyś jedną
z wielkich świętych Afryki, a raczej Kościoła powszechnego. Jest
pierwszą kobietą Czarnego Lądu, która została ogłoszona błogosławioną;
jest pierwszą błogosławioną Murzynką, jeśli tak to można określić, choć
wyrażenia tego należy raczej unikać. Ostatni zapis z jej Pisma
Duchowego tak brzmi w jej ojczystym języku kisuaheli i w
przekładzie: „Ushanidi wetu juu ya usafi wa moyo moyo na Bwana Patris
– Zaświadczamy przed ks. Patrisem, że serce nasze jest czyste”.
Posłowie
Czy w życiu Jezusa jest jakaś czynność, jakieś wydarzenie,
które zawierałoby niejako ostateczne precyzyjne określenie i punkt
szczytowy,
w którym tajemnica Ojca mogłaby być odsłonięta
w jakimś zwięzłym i trafnym streszczeniu?
Tym szczytem jest przeszyte Serce naszego Odkupiciela.
(kard. Carlo Martini)
Niniejsza broszurka została na tytułowej stronie ozdobiona grafiką
przedstawiającą Serce naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Z Serca wyrasta
ciemny krzyż cierpień, przeplatany jasnym płomieniem miłości. Serce jest
otoczone ciemną wstęgą cierniowej korony. Czerwony kolor wskazuje na
krew przelaną na krzyżu. Rana Serca zadana pchnięciem włóczni świadczy o
śmierci Pana. Na ziemię spadają z Serca krople krwi.
Męczennicy ze Zgromadzenia Księży Sercanów poświęcili się Sercu Jezusa
poprzez swoje śluby zakonne: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Żyli
oni zamysłami tego „Serca cichego i pokornego”. Otrzymywali dary Ducha,
przede wszystkim zaś mocy i siły, żeby dochować wierności życiu
zakonnemu aż do Wielkiego Piątku swego życia. Żyli oni w nadziei na
zmartwychwstanie tego Serca w ciele Chrystusa w dzień Wielkanocy. W ten
sposób są w swym męczeństwie jakby tymi kroplami krwi, które spadały z
Serca Zbawiciela na ziemię. Tym samym oddali się Sercu Ojca Niebieskiego
w całkowitym darze – „w duchu miłości i wynagrodzenia”, zgodnie ze swym
ideałem zakonnym.
„Serce Ojca”. Wyrażenie to brzmi być może dziwnie. Również miejsce w
Piśmie Świętym, które o tym donosi, jest być może rzadziej rozważane
aniżeli inne, które wskazują na Serce Jezusa, jak choćby przebity bok
Ukrzyżowanego względnie otwarty bok Zmartwychwstałego według Ewangelii
Janowej. Jednakże umiłowany uczeń – Jan, który spoczywał w czasie
wieczerzy na piersi Jezusa, mocno naciągnął łuk idący „od Serca do
Serca”. W Prologu pisze on: „Boga nikt nigdy nie widział. Ten
Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył” (J 1,18).
Przez użycie określenia «Serce»1 w odniesieniu do Boga
ewangelista wyjaśnia całokształt Objawienia jako wydarzenia, które
wychodzi od Serca Ojca, zostaje przyjęte przez Syna, spoczywającego na
Sercu Ojca, i przekazane nam, ludziom, przez Jezusa Chrystusa. Boży Syn
wychodzi jako Słowo Boże Objawione od Serca Ojca. On nie tylko przyniósł
wieść, lecz sam jest po prostu wieścią z Boskiego Serca. Co więcej, jako
Serce Jezusa jest On widzialnym obrazem niewidzialnego Prawzoru, jaki
przebywa w Sercu Ojca.
Księża ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusowego, których serca
zostały gwałtownie rozdarte w świadectwie wiary, mieli świadomość, iż są
włączeni w Boski strumień miłości, jaka płynie z Serca Ojca do Serca
Syna i dochodzi do pełni w Boskim Duchu. Jakże często zapewne odmawiali
ci męczennicy ten akt strzelisty, za pomocą którego łączyli się z Boskim
Sercem, i którym mogą posługiwać się wszyscy wierzący, dla których Serce
Boże stoi otworem: „Jezu cichy i pokornego Serca, uczyń serca nasze
według Serca Twego!”.
Od Serca do Serca – myśli i modlitwy
Na początku było Serce, a Serce było u Boga
i Bogiem było Serce.
(Oda Schneider)
1. Jestem do ciebie dobrze nastawiony – Serce moje jest przy tobie.
Moje Serce jest przy tobie – nigdy nie jesteś sam.
Serce Jezusa, bądź dobre dla mnie,
A wtedy będę bezpieczny w Tobie.
2. Tylko serce może powiedzieć: „Kocham cię”.
Tyś moją miłością – czyli Tyś moim Sercem.
Tyś moim Sercem – czyli Tyś jest moim Życiem.
Martwy jestem bez Twego Serca.
Martwy jestem bez Twej Miłości.
Niczym jestem bez Ciebie.
3. Moje cierpienie jest cierpieniem Twoim.
Gdy moje serce krwawi, krwawi i Twoje.
Moje cierpienie bez Twego Serca staje się nie do zniesienia.
Moje cierpienie, wcielone w Twoje Serce,
sprawia Odkupienie, staje się niebiańską Łaską.
Twoje Cierpienie i moje cierpienie,
ofiarowane Bogu Ojcu,
staje się hojnym błogosławieństwem dla nas i wszystkich ludzi.
4. Cieszę się – serce moje jest rozradowane.
Ty mi przynosisz radość:
Twoje Serce cieszy się wraz ze mną.
Twoje Serce cieszy się we mnie.
Radość od Ciebie – radość w Tobie.
Serce Jezusa, Ty nasza Radości,.
Nigdy radość nie może stać się większa i czystsza,
nigdy nie będzie ona bardziej Boska. Amen.
(tłum. z jęz. niemieckiego ks. Paweł Leks SCJ)
Publikacja wydana przez Prowincjalat Zgromadzenia Księży Najświętszego
Serca Jezusowego
Simonstraße 13, D 53227 BONN
Druk: Mors Druck, 79100 Freiburg