Powrót | Nowości Założyciel | Sylwetki | Serce Jezusa | Nauka społ. | Kazania | BEATYFIKACJA

ks. dr Bernd Bothe SCJ

Męczennicy Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego

Przedmowa

 Zapomnienie prowadzi do utraty tożsamości; we wspominaniu tkwi tajemnica wybawienia. (Baal Schem Tov)

 W roku 1994 papież Jan Paweł II wezwał w liście apostolskim Tertio millennio adveniente wszystkie Konferencje Episkopatów świata, żeby zadbały o sporządzenie martyrologium XX wieku. Winno ono zawierać nazwiska oraz opis życia wszystkich chrześcijan, którzy ponieśli śmierć za wiarę. Jak Ojciec Święty uzasadnia swe polecenie? W bulli Incarnationis Mysterium, opublikowanej w 1998 roku, którą ogłosił Wielki Jubileusz Roku 2000, pisze on:

„Świadectwem prawdy chrześcijańskiej miłości – zawsze czytelnym, dziś jednak szczególnie wymownym – jest pamięć o męczennikach. Niech ich świadectwo nie będzie zapomniane. Głosili oni Ewangelię, oddając życie dla miłości. (...) W ciągu dwóch tysięcy lat od narodzenia Chrystusa zawsze obecne było świadectwo męczenników.

Także nasze stulecie, zbliżające się ku końcowi, wydało bardzo wielu męczenników, którzy ponieśli śmierć przede wszystkim jako ofiary nazizmu i komunizmu oraz walk rasowych i plemiennych. Ludzie z wszystkich warstw społecznych cierpieli za wiarę, płacąc krwią za przynależność do Chrystusa i do Kościoła lub znosząc odważnie wieloletnie więzienia i różnorakie udręki, aby nie poddać się naciskom ideologii, która przerodziła się w bezlitosną dyktaturę. Z psychologicznego punktu widzenia męczeństwo jest najwymowniejszym dowodem prawdziwości wiary, która może nadać ludzkie oblicze nawet najbardziej gwałtownej śmierci i ujawnia swe piękno podczas najokrutniejszych prześladowań” (IC 13).

Jeśli chodzi o męczenników XX wieku z terenu Niemiec, to – zgodnie z życzeniem Ojca Świętego Jana Pawła II – na polecenie Niemieckiej Konferencji Episkopatu opublikowane zostały w 1999 roku dwie prace Helmuta Molla:

Niemieccy męczennicy katoliccy XX wieku. Spis (gdzie jest przytoczonych około 700 nazwisk osób), oraz

Świadkowie Chrystusa. Niemieckie martyrologium XX wieku (praca obejmująca dwa tomy i zawierająca krótkie życiorysy męczenników wraz z ich zdjęciami).

Wspomniane zalecenie papieskie powinno się stać również pobudką dla katolickich zgromadzeń zakonnych. W niniejszej broszurce pragniemy wspomnieć księży ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusowego, którzy ponieśli śmierć za wiarę. Czy są oni męczennikami? Istnieją męczennicy w ścisłym znaczeniu tego słowa – ci mianowicie, których imiona widnieją w liturgicznym kalendarzu świętych Kościoła – ale także niezliczeni męczennicy w szerszym tego słowa znaczeniu. Ojciec Święty wyraźnie zachęca, żeby zachować również ich wspomnienie.

W naszej publikacji zajmiemy się szerzej postaciami sześciu męczenników. Następnie podamy już tylko wykaz misjonarzy-męczenników. Na końcu przedstawimy sylwetkę błogosławionej, która wyrosła na gruncie pracy misyjnej księży sercanów.

Gdy przy omawianych zakonnikach widnieją dwa imiona, pierwsze jest imieniem chrzestnym, drugie imieniem zakonnym. Niech niniejsza broszurka ukaże, że również Księża Sercanie pamiętają o swoich umęczonych współbraciach.

 

ks. Franciszek Stanisław Loh
(1879–1941)

 1. Kalendarium życia:

1879 – 25 lutego przychodzi na świat w Nordhorn (hrabstwo Bentheim).

1908 – 25 września składa w Sittard (Holandia) śluby zakonne w Zgromadzeniu Księży Najświętszego Serca Jezusowego.

1913 – 25 lipca otrzymuje święcenia kapłańskie w Luksemburgu.

1919–1922 – Mianowany rektorem w domu misyjnym w Sittard.

1922–1930 – Planuje założenie domu misyjnego w Handrup, buduje klasztor w Emslandzie i jest jego pierwszym rektorem.

1930–1932 – Ponownie zostaje rektorem domu misyjnego w Sittard.

1932–1936 – Wybrany na przełożonego prowincjalnego Niemieckiej Prowincji Zgromadzenia Księży Sercanów.

1936 – 4 kwietnia skazany w procesie dewizowym w Krefeldzie na trzy i pół roku więzienia.

1940 – 10 grudnia zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu w Düsseldorfie.

1941 – 20 marca umiera w więzieniu i zostaje pochowany na cmentarzu Südfriedhof w Düsseldorfie.

 

2. Zwycięża ofiara

Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył? Podniosę kielich zbawienia i wezwę Imienia Pańskiego. (Ps 116,12n: obrazek prymicyjny ks. Loha)

 a) Ksiądz Loh – w przeszłości

Ksiądz Franciszek Loh urodził się 25 lutego 1879 roku w Nordhorn jako syn katolickich rodziców: Henryka Loha i Marii z d. Schomacker. Nazajutrz został ochrzczony w kościele parafialnym pw. św. Augustyna. Podejmując tradycję swych przodków, którzy byli rzemieślnikami, Bernard zaraz po ukończeniu szkoły podstawowej zabrał się do nauki szewstwa, by pomóc w ten sposób swemu dziadkowi, zawodowemu szewcowi.

W latach młodzieńczych zrodziło się w nim powołanie do życia zakonnego. Najpierw został bratem zakonnym w Zakonie Dominikanów. Żywił jednak nadzieję, że kiedyś będzie mógł być księdzem. Z tą myślą wstąpił w Sittard, w Holandii, do Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego i w trzydziestym czwartym roku życia – dnia 25 lipca 1913 roku – został wyświęcony na kapłana.

Po krótkim okresie pracy duszpasterskiej w Wiedniu i pełnieniu posługi sanitariusza podczas pierwszej wojny światowej, powierzono mu funkcje kierownicze. W latach 1919–1922 był rektorem szkoły misyjnej w Sittard. Od 1922 do 1930 roku był rektorem w zbudowanym przez siebie domu misyjnym Księży Sercanów w Handrup. Następnie, w latach 1930–1932 ponownie był rektorem w Sittard, a od 1932 do 1936 roku prowincjałem Niemieckiej Prowincji Zgromadzenia.

W roku 1932, czasie, gdy on był przełożonym prowincjalnym, Prowincja Niemiecka osiągnęła najwyższą w swej historii liczbę członków. Liczyła ona wtedy 430 profesów oraz 53 nowicjuszów. Do dyspozycji było więc wówczas wystarczająco dużo innych współbraci, gotowych do podjęcia funkcji kierowniczych, a jednak zarząd Zgromadzenia w Rzymie był przekonany, że ks. Loh, dawny szewc i późne powołanie, będzie znakomitym przełożonym. Ksiądz Loh spełnił te nadzieje. Jako założyciel klasztoru i przełożony prowincjalny był utalentowanym organizatorem.

W tym czasie nastały rządy przemocy reżimu nazistowskiego. Działania rządu, wrogo nastawionego do Kościoła, odczuły przede wszystkim zgromadzenia zakonne. Poprzez procesy w sprawie dewiz, począwszy od 1935 roku, a potem poprzez procesy dotyczące moralności, począwszy od 1936 roku, wreszcie poprzez skomasowany atak na zakony od 1941 roku, zaplanowano prześladowanie i zniszczenie Kościoła w jego najsłabszych strukturach, jakimi były zgromadzenia zakonne.

Proces w sprawie dewiz został wytoczony również trzynastu księżom ze Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego. O co w nim chodziło? Dewizy to środki finansowe w obcej walucie albo wszelkie środki finansowe przeliczane w zagranicznej walucie. Rządy niemieckie przechodziły już w okresie Republiki Weimarskiej w latach dwudziestych do gospodarki dewizowej. Wszelkie obroty płatnicze z zagranicą zostały poddane kontroli państwa. Bez państwowego zezwolenia nie można było wwozić ani wywozić dewiz. Tymczasem zgromadzenia zakonne były właśnie zdane na wywóz pieniędzy za granicę. Musiały utrzymywać swych misjonarzy na terenach misyjnych oraz domy zakonne za granicą, a w razie potrzeby lokować w kraju pieniądze zebrane za granicą. Do roku 1933 zgromadzenia otrzymywały w tym względzie niezbędne zezwolenia. Ale począwszy od 1933 roku tego rodzaju zezwolenia ulegały ze strony wrogo do Kościoła nastawionego reżimu nazistowskiego coraz większym ograniczeniom, aż do ostatecznego ich wycofania. To oznaczało klęskę misji oraz klasztorów Niemieckiej Prowincji Zakonnej za granicą. Niezależnie od tego, zgromadzenia musiałyby tym samym zerwać też kontrakty pozawierane z wierzycielami zagranicznymi. Zgromadzenia broniły się przed tymi zarządzeniami i przewoziły pieniądze za granicę w ukryciu. Zostało to jednak przez rząd odkryte. W wyniku tego duża liczba zakonników została w latach 1936–1937 skazana na więzienie w ramach tak zwanych procesów dotyczących dewiz.

Dnia 4 kwietnia 1936 roku ks. Lohowi, jako prowincjałowi, oraz dwunastu innym sercanom wytoczono proces, przygotowany przez Wysoką Izbę Karną w Krefeldzie. Ksiądz Loh przebywał w tym czasie za granicą. Jako główny oskarżony został skazany pod swą nieobecność na 3 lata i 6 miesięcy więzienia, na 80 000 marek odszkodowania oraz 4 lata pozbawienia praw obywatelskich. Początkowo udawało mu się ukrywać w Luksemburgu. Gdy wybuchła druga wojna światowa, która ogarnęła całą Europę Zachodnią, został on 10 grudnia 1940 roku aresztowany i uwięziony w więzieniu w Düsseldorfie – w Ulmer Höh. Ówczesny kronikarz zapisał: „Podróż na miejsce skazania [tzn. z Luksemburga do Düsseldorfu] musiał on odbyć przy podwójnej eskorcie, w zwykłym pociągu, w warunkach dla niego bardzo upokarzających, w habicie zakonnym i z wszelkimi oznakami skazańca”.

Surowa kara, ciężka praca, przetrzymywanie w izolatce i nieuleczalna choroba (cukrzyca), na którą chorował od dłuższego czasu, szybko doprowadziły do jego śmierci. Bezpośrednio przedtem udało się odwiedzić go na krótko jego następcy na stanowisku prowincjała – ks. Piotrowi Schunckowi. Starania ks. Schuncka, żeby w związku z niezdolnością do odbywania kary więziennej przenieść współbrata do któregoś ze szpitali Düsseldorfu, zostały odrzucone.

Dnia 20 marca 1941 roku ks. Loh zmarł w szpitalu więziennym. Ciało wydano Zgromadzeniu. Ksiądz Schunck polecił przyodziać zmarłego w ornat koloru czerwonego – kolor męczenników. Zmarłego pochowano przy licznym udziale współbraci w grobowcu Księży Sercanów na Cmentarzu Południowym w Düsseldorfie. Wydany jednak został zakaz jakiegokolwiek przemawiania nad trumną. Dwóch gestapowców pilnowało, żeby ten zakaz wypełniono. Według słów ówczesnego kronikarza, na pogrzebie panowała atmosfera zastraszenia. Współbracia opuścili miejsce pochówku wstrząśnięci.

Po upadku reżimu nazistowskiego wyroki anulowano. Wysoka Izba Landu Moabit 27 lutego 1951 roku tak to uzasadniła: „W obliczu wrogiej w stosunku do Kościoła polityki socjalizmu narodowego, który dążył do zniszczenia zakonów katolickich przez zarządzenia godzące w ich ekonomiczną egzystencję, zakony musiały w swej walce stawiać czoło niesprawiedliwym prawom ekonomicznym i dewizowym, interpretowanym jednostronnie przeciw zakonom i tak też w stosunku do nich stosowanym. Zakony musiały uznawać swoje rzekome wykroczenia przeciw wydanym ustawom, ale uważały, że utrzymania egzystencji ekonomicznej swego Zakonu bronić należy wszelkimi środkami, występując przeciw jednostronnej niesprawiedliwości”.

Wyroki, jakie zapadły w procesie dewizowym w Krefeldzie przeciw Niemieckiej Prowincji Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, zostały anulowane uchwałą Drugiej Wysokiej Izby Karnej Sądu Landowego w Krefeldzie 18 maja 1961 roku.

 

b) Ksiądz Loh – dziś

Czy ks. Loha należy zaliczyć do męczenników? Helmut Moll wciągnął jego nazwisko do swych książek. W „L’Osservatore Romano” z 1996 roku w artykule pt. Świadectwo oporu złożone w krwi męczenników XX wieku wyrwać od zapomnienia wymienia on nazwiska osób, które poniosły śmierć za wiarę. Wśród nich widnieje bł. ks. Karol Leisner oraz Bernard Lichtenberg, członkowie „Białej Róży”, Hans i Zofia Schollowie wraz z współtowarzyszami oraz wielu innych, między innymi przełożony prowincjalny Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego – ks. Loh.

Helmut Moll przytacza fragment listu apostolskiego Boski Nauczyciel Doskonałości Jana Pawła II z roku 1983, regulujący na nowo postępowanie w przypadku procesu o beatyfikację i kanonizację. Zgodnie z nim należy stwierdzić: „Kto umarł wśród «aerumnis carceris», tzn. wskutek «utrapień więzienia», czyli na skutek tortur doznanych w obozie koncentracyjnym lub więzieniu, uchodzi przy uwzględnieniu ogólnych kryteriów za świadka krwi. Udręki i męki znoszone w czasie uwięzienia doprowadziły przecież do śmierci”.

Dotyczy to również ks. Loha. Jako kapłan Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusowego, przez całe życie był wierny naśladowaniu Chrystusa i przyjął samotną śmierć świadomie, „w duchu miłości i wynagrodzenia”, zgodnie z zaszczepionym ideałem.

Gdy współbracia układali dla ks. Loha z okazji jego pogrzebu w 1941 roku tekst poświęcony jego pamięci, wybrali hasło wielkanocne: „Narodzenie jest początkiem umierania, śmierć jest wschodem życia: początkiem promiennym”.

  

bł. ks. Maria Jan García Méndez
(1891–1936)

 1. Kalendarium życia

1891 – 25 września przychodzi na świat w San Esteban de los Patos (Avila, Hiszpania).

1916 – 18 marca zostaje wyświęcony na kapłana w Avila i przez 10 lat pracuje jako duszpasterz w tejże diecezji.

1926 – 31 października składa w Noveldzie (Alicante) śluby zakonne i staje się członkiem Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.

1926–1929 –W szkole w Noveldzie pełni funkcję katechety.

1929–36 – Jest odpowiedzialnym za powołania duchowne w szkole w Puente la Reina (Navarra).

1936 – Z początkiem lipca wyjeżdża na odpoczynek do Garaballa (Cuenca). Gdy wybucha wojna domowa w Hiszpanii, 23 lipca ucieka do Valencji.

1936 – 24 lipca aresztowany w Valencji po swym proteście przeciw profanacji kościoła i osadzony w więzieniu.

1936 – W nocy z 23 na 24 sierpnia zastrzelony wraz z dziewięcioma innymi więźniami.

1940 – 1 kwietnia jego szczątki zostają przeniesione do Puente la Reina.

 2. Gorliwość o dom Boży

Nie! Jestem księdzem! (ks. García Méndez)

 Maria García Méndez urodził się 25 września 1891 roku w wiosce San Esteban de los Patos, w prowincji Avila. Był synem Mariana García Hernándeza i Emeterii Méndez Grande, najstarszym spośród piętnaściorga rodzeństwa. W roku 1902 wstąpił do seminarium diecezji Avila. Święcenia kapłańskie otrzymał 18 marca 1916 roku. W latach 1916–1925, zatem przez 10 lat, służył swojej diecezji, pracując w różnych parafiach: Hernansancho oraz Villa-nueva de Gómez, San Juan de la Encinilla, Santo Tomé de Zabarcos y Horajuela oraz Sotillo del las Palomas.

Już będąc studentem teologii, a potem księdzem diecezjalnym, podejmował starania o to, by zostać zakonnikiem – z ukierunkowaniem na ciągłe dążenie do doskonałości. Jako zakonnik obrał imię Jan od Krzyża – imię wielkiego hiszpańskiego mistyka, dodając do niego jeszcze imię Matki Najświętszej. Imieniem jego było zatem odtąd: Jan Maria od Krzyża.

Przez krótki czas był katechetą w szkole w Noveldzie. Wkrótce jednak okazało się, że mimo swej głębokiej wiedzy teologicznej, nie miał zbyt wiele umiejętności pedagogicznych, niezbędnych do pełnienia zadań nauczycielskich. W roku 1929 został przeniesiony do Puente la Reina (Navarra) z nominacją na odpowiedzialnego za powołania duchowne. Zlecono mu zadanie utrzymywania kontaktu z uczniami, którzy wykazywali chęć zostania kapłanami. Jednocześnie miał pełnić funkcję kwestarza, zbierającego ofiary na potrzeby Zgromadzenia. To trudne zadanie, wymagające dużo poświęcenia, spełniał on z dużym powodzeniem przez siedem lat.

Dnia 18 lipca 1936 roku w Hiszpanii wybuchła wojna domowa. Wojnę tę, trwającą aż do roku 1939 i ostatecznie zakończoną zwycięstwem Falangi pod wodzą gen. Franco, obie strony prowadziły ze skrajnym okrucieństwem: zarówno prawicowi nacjonaliści, jak i lewicowi republikanie. Ponieważ zaś Kościół popierał nacjonalistów, stał się przedmiotem prześladowania ze strony republikanów. Ofiarą tej wojny padło 1 200 000 ludzi, w tym 750 000 osób cywilnych. Zginęło ponad 6 800 kapłanów i zakonników oraz 13 biskupów. Zburzonych zostało około 2 000 kościołów.

Dnia 1 lipca 1936 roku ks. Jan udał się do Garaballa (Cuenca) w pobliże Walencji, żeby w domu zakonnym Księży Sercanów zregenerować swe siły. Gdy domowi zagroziły zbliżające się oddziały armii republikańskiej, ks. Cantó, przełożony domu, rozwiązał wspólnotę. Księża usiłowali się ukrywać na własną rękę. Ksiądz Jan wyjechał w nocy z 23 na 24 lipca do Valencji, szukając schronienia u pani Pilar, która była dobrodziejką Zgromadzenia.

W drodze z dworca do domu pani Pilar ks. Jan przechodził obok kościoła de los Juanes, tzn. „obydwu Janów”, położonego w samym centrum miasta. Ze zgrozą zobaczył tam „straszliwe widowisko” – jak to sam określił: mężczyźni znosili wyposażenie kościoła i podpalali je. Zamiast przejść i nie zwracać uwagi na ten wandalizm, ks. Jan jawnie wyraził swoje oburzenie. Podpalacze wymienili między sobą słowa: „Este es un carca – To jest Pająk”. On odpowiedział: „Non, yo soy sacerdote – Nie! Jestem księdzem”. W tym momencie został aresztowany przez ochotników republikańskich i osadzony w więzieniu Modelo de Valencia. Świadkowie donosili potem o jego przykładnym zachowaniu jako kapłana w więzieniu, gdzie dalej prowadził zakonny tryb życia, udzielał się jako duszpasterz i przygotowywał na czekające go męczeństwo.

W więzieniu przetrzymywano go przez miesiąc. W nocy z 23 na 24 sierpnia 1936 roku został wraz z dziewięcioma innymi więźniami rozstrzelany na pograniczu miejscowości Silla i Picassent, z południowej strony Valencji, na terenie posiadłości Sariks. Nazajutrz ciała skazanych pochowano w masowym grobie na cmentarzu w Silla.

Dnia 28 marca 1940 roku dokonano ekshumacji śmiertelnych szczątków ks. Jana. Zostały one przeniesione do Valencji i umieszczone w domu zakonnym Księży Najświętszego Serca Jezusowego. Dnia 1 kwietnia ciało zostało przewiezione do Puente la Reina i złożone w kaplicy dla wychowanków w szkole Księży Sercanów.

W roku 1959 wszczęto w diecezji Valencja postępowanie wstępne wymagane dla rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego. W międzyczasie proces beatyfikacyjny w Rzymie został zakończony. W tej chwili jest już tylko sprawą Ojca Świętego, czy i kiedy ten męczennik wiary zostanie ogłoszony błogosławionym1. Oby się w ten sposób wypełniło to, co ks. Jan García pisał z więzienia: „Niech będzie Bóg uwielbiony. On się zatroszczy. W Nim pokładam nadzieję”.

 

Przypis:

1 W dniu 11 marca 2001 roku sługa Boży ks. Jan Maria od Krzyża García Méndez został wyniesiony do chwały ołtarzy jako błogosławiony. Dokonał tego papież Jan Paweł II w czasie beatyfikacji 233 męczenników hiszpańskiej wojny domowej z lat 1936–1949 (przyp. tłumacza).

 

ks. Józef Benedykt Stoffels
(1895–1942)

oraz

ks. Mikołaj Antoni Wampach
(1909–1942)

 1. Kalendarium życia

1895 – 13 stycznia przychodzi na świat w Itzig (Luksemburg) Józef Stoffels.

1915 – 10 listopada składa śluby zakonne w Brugelette, w Belgii, zostając zakonnikiem w Zgromadzeniu Księży Najświętszego Serca Jezusowego.

1922 – 23 lipca w Lowanium zostaje wyświęcony na księdza.

1926–1940 – Jest kierownikiem Francusko-Luksemburskiej Misji w Paryżu.

 * * *

 1909 – 3 listopada w Bilsdorf, w Luksemburgu, rodzi się Mikołaj Wampach.

1932 – 8 września składa w Brugelette, w Belgii, śluby zakonne, stając się członkiem Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.

1938 – 10 lipca w Lowanium otrzymuje święcenia kapłańskie.

1938–1940 – Pracuje duszpastersko w Francusko-Luksemburskiej Misji w Paryżu.

 * * *

 1940 – Obaj sercanie zostają aresztowani przez gestapo i w 1941 roku przeniesieni do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, po czym osadzeni w obozie koncentracyjnym w Dachau.

1942 – Obaj zostają zagazowani w zamku Hartheim w Alkoven, w Austrii: ks. Stoffels 28 maja, a ks. Wampach 12 sierpnia.

 2. Udręczony człowiek

Myśmy przebaczyli, ale nie potrafimy, nie możemy zapomnieć. (bp Neuhäusler Dachu w 1960 roku w Dachau)

 Oto cytat z artykułu w pewnej gazecie: „Człowiek doznaje przedziwnego uczucia, gdy wśród niesamowitego ruchu w Paryżu, na jednej z najbardziej ruchliwych ulic wschodniej dzielnicy, niedaleko «Gare de l’Est» na Rue Lafayette, jednej z najdłuższych ulic tej stolicy, odkrywa nagle pod numerem 214, przebywając szeroki wjazd do podwórza – względnie duży kościół. W tymże kościele znajduje u wejścia do bocznej kaplicy pośmiertną tablicę pamiątkową poświęconą dwóm niezapomnianym apostołom tejże świątyni – księżom sercanom: ks. Stoffelsa i ks. Wampacha, którzy zostali przewiezieni do Dachau, po czym zagazowani na zamku Hartheim obok Linzu”.

Wspomniana kaplica św. Józefa, później przemianowana na św. Józefa Rzemieślnika, była aż do pierwszej wojny światowej ośrodkiem emigrantów niemieckich w Paryżu, po czym – po roku 1918, gdy w Paryżu trudno było znaleźć Niemca – stała się ona Misją Francusko-Luksemburską, czyli Kościołem Luksemburskim w Paryżu. Przy tym to kościele działali dwaj luksemburscy księża sercanie: ks. Józef Benedykt Stoffels oraz ks. Mikołaj Antoni Wampach.

Ksiądz Stoffels, urodzony 13 stycznia 1895 roku w Itzig, w Luksemburgu, wyświęcony na kapłana 23 lipca 1922 roku w Lowanium, został na prośbę kardynała Paryża posłany przez przełożonego generalnego ks. Wawrzyńca Philippe’a jesienią 1926 roku do Paryża, gdzie przez wiele lat bardzo owocnie działał. Gdy pole jego pracy się poszerzyło, przełożeni dosłali mu do pomocy w roku 1938 ks. Wampacha, urodzonego 3 listopada 1909 roku w Bilsdorf, w Luksemburgu, i wyświęconego na kapłana 10 lipca 1938 roku w Lowanium.

Gdy w 1940 roku, po wkroczeniu Niemców do Luksemburga, wielu ludzi uciekło do Paryża, obydwaj sercanie zajęli się wraz z diecezjalnym księdzem Janem Bernardem owymi uciekinierami, po czym, po zdobyciu Francji przez Niemców, pomagali tysiącom osób w powrocie w rodzinne strony do Luksemburga. A oto dalszy ciąg wydarzeń:

„Na podstawie tej czysto charytatywnej działalności owych trzech paryskich kapłanów gestapo wysnuło domysły o sieci wywiadowczej, wykorzystując to jako powód, żeby całą tę trójkę aresztować i odesłać do Dachau. Obaj księża sercanie złożyli ofiarę życia, przeżył natomiast ks. Bernard”.

Obaj sercanie zostali po przesłuchaniu i uwięzieniu w 1940 roku ostatecznie aresztowani 7 marca 1941 roku i odtransportowani do Buchenwaldu. Stamtąd 12 września 1941 roku zostali przekazani do Dachau. Pozbawiono ich własnych nazwisk. Odtąd stali się już tylko numerami, które zostały im wypalone w górnej części ramienia. Ksiądz Stoffels jako więzień miał numer 27 179, natomiast ks. Wampach był więźniem nr 27 178.

Na podstawie informacji uzyskanych od władz państwowych z Dachau, obaj księża mieli umrzeć w obozie koncentracyjnym w Dachu śmiercią naturalną – zgodnie z zapisanym rozpoznaniem: Bronchitis, angina, zatrzymanie akcji serca. Ksiądz Stoffels zmarł, jak głosi karta obozowa, 22 lipca 1942 roku, natomiast ks. Wampach 8 września 1942 roku. Ciało ks. Stoffelsa rzekomo spalono w krematorium w Dachau. Rodzinie została przekazana urna z prochami skremowanego więźnia, którą pogrzebano bez udziału wiernych, bez bicia dzwonów ani śpiewów, pod nadzorem gestapo, w Itzig, w Luksemburgu. Pani Marii Thill, siostrze ks. Stoffelsa, przesłano różne pamiątki po zmarłym, jak zegarek na rękę, odzież i inne drobiazgi.

Dopiero 40 lat później badania wykazały, że obaj księża, wraz z dwoma innymi kapłanami luksemburskimi: Teofilem Beckerem oraz Batty Eschem, a także jeszcze innymi – zostali wcześniej zagazowani na zamku Hartheim.

Zamek ten leży ok. 265 km od Dachu, w małej austriackiej miejscowości Alkoven koło Linzu. Tam urządzona została doświadczalna komora gazowa. Przejazd śmierci z Dachau do Hartheim trwał 4 godziny. Szyby autobusu były zasłonięte. Wyjazd został uzasadniony potrzebą przetransportowania chorych. Potem na terenie zamku nastąpiło to, co znamy z obozów koncentracyjnych. Więźniowie musieli się rozebrać. Pod pretekstem, że wykonane ma być zdjęcie, prowadzono ich pod prysznic i tam umierali wskutek gazu, jaki wydobywał się z pryszniców.

Ksiądz Stoffels znajdował się wśród 33 kapłanów, którzy zostali tam przewiezieni i zagazowani 28 maja 1942 roku. Ksiądz Wampach doświadczył podobnego losu wraz z 26 kapłanami 12 sierpnia tego samego roku.

W nawiązaniu do tego czytamy w jednym z zeznań świadka „odnośnie do szczególnie poszukiwanego zbrodniarza wojennego, masowego mordercy z Oświęcima – dra Józefa Mengele’a”: „Pomysł urządzenia komór gazowych jest również w głównej mierze jego dziełem. Podejmował on już o wiele wcześniej eksperymenty w tym kierunku, mianowicie w osławionym miejscu zabijania ludzi w zamku Hartheim koło Linzu, gdzie nie tylko pracował czynnie naukowo, ale urządzał także prelekcje, jak na normalnej wyższej uczelni, skierowane do przyszłych morderców – SS, którzy po ukończeniu kursu otrzymywali prawomocny dyplom, upoważniający do zajmowania kierowniczego stanowiska w obozie koncentracyjnym ukierunkowanym na wyniszczenie”.

W ten sposób wspomniani kapłani zostali zgładzeni w ramach gazowań eksperymentalnych.

O zamku Hartheim napisano: „Tajemnica Hartheimu była tak surowo strzeżona, że odkryto ją długo po zakończeniu wojny, w głównej mierze dzięki niestrudzonym badaniom i poszukiwaniom Szymona Wiesenthala”.

W prawej bocznej kaplicy kościoła św. Józefa w Paryżu umieszczono tablicę pamiątkową przedstawiającą w postaci płaskorzeźby obydwu sercanów, męczenników Misji Luksemburskiej. Ich biograf, ks. Nicolas Kayser, dedykował im oraz ich towarzyszom cierpień następujące słowa: „In memoria aeterna... Tych, którzy cierpieli i umarli za wiarę i Ojczyznę, za prawo i wolność, nigdy nie zapomnimy!”.

  

ks. Mikołaj Marcin Capelli
(1912–1944)

 1. Kalendarium życia

1912 – 20 września przychodzi na świat w Nembro koło Bergamo, we Włoszech.

1930 – 23 września składa w Albisoli śluby zakonne, stając się członkiem Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.

1938 – 26 lipca w Bolonii zostaje wyświęcony na księdza.

1943–1944 – Po studiach w Rzymie jest wykładowcą nauk biblijnych w seminarium w Bolonii.

1944 – 20 lipca udaje mu się uprosić Burzanellę z Salvaro (Bolonia), by mógł pomagać w pracy duszpasterskiej.

1944 – 25 września przeżywa zajęcie Salvaro przez niemieckie oddziały SS.

1944 – 29 września aresztowany wraz z dużą liczbą innych jeszcze osób.

1944 – 1 października rozstrzelany w Pioppe di Salvaro (Bolonia), wraz z przeszło 40 innymi więźniami.

1979 – 30 września jego imieniem nazwano jedną z ulic w jego miejscowości rodzinnej Nembro, w dzielnicy San Nicola.

1995 – 3 grudnia zostaje rozpoczęty przez arcybiskupa kard. Giacomo Biffi z Bolonii proces beatyfikacyjny.

 2. Dobrowolny męczennik

Nigdy nie zabraknie męczeństwa oraz znamion ran na Ciele Kościoła. (kard. Biffi o ks. Capelli)

Mikołaj Capelli urodził się 20 września 1912 roku w Nembro koło Bergamo. Dnia 23 września złożył w Albisoli śluby zakonne i przybrał imię zakonne Marcin, stając się członkiem Zgromadzenia Księży Sercanów. Dnia 26 lipca 1938 roku został wyświęcony na kapłana i natychmiast chciał się udać jako misjonarz do jednej z misji prowadzonych przez Prowincję Włoską. Polecono mu jednak kontynuowanie studiów na „Biblicum” (Papieskim Instytucie Biblijnym) oraz na „Propaganda FIDE” (Uczelnia Kongregacji Rozkrzewienia Wiary), aż do uzyskania stopnia doktora. W latach 1943–1944 był wykładowcą nauk biblijnych w seminarium Zgromadzenia w Bolonii.

W roku 1944 przybliżył się front wojenny. Oddziały niemieckie wycofywały się, a wojska alianckie i włoscy partyzanci spychali je coraz bardziej na północ. W drugiej połowie roku front dotarł do Bolonii i okolicy. Ludność cywilna doświadczyła całej surowości wojny, a przede wszystkim została wciągnięta w walki pomiędzy partyzantami a oddziałami SS. Wielu ludzi poniosło śmierć w walkach względnie zostało internowanych jako zakładnicy.

Dnia 20 lipca 1944 roku ks. Capelli wyjechał do Salvaro, małej miejscowości w Apeninach, leżącej jakieś 30–40 km na południe od Bolonii. Obie miejscowości: Salvaro oraz małe przedmieście zwane Pioppe di Salvaro, usytuowane są w dolinie rzeki Reno, pomiędzy dwiema większymi miejscowościami: Vergato i Marzabotto. Rzeka ta wypływa z Apeninów w kierunku północnym i przepływa również obok Bolonii.

W lipcu, sierpniu i wrześniu ks. Capelli wraz z młodym salezjaninem Don Elia Cominim pomagał w pracy duszpasterskiej w parafii Salvaro staremu proboszczowi Melliniemu. Obaj księża podejmowali starania, aby ulżyć cierpieniom ludności w owych okrutnych dniach wojny. Często po atakach bombowych oraz wśród walk między niemieckimi żołnierzami i ścigającymi ich oddziałami alianckimi i partyzantami zaopatrywali rannych, udzielali umierającym sakramentów, grzebali umarłych i pocieszali całkowicie zagubionych. Dnia 25 września 1944 roku zostało zajęte przez oddziały SS Pioppe di Salvaro.

Podczas pełnienia posługi duszpasterskiej obaj księża zostali aresztowani przez SS 29 września 1944 roku wraz z dużą grupą innych osób i umieszczeni w stajni dla koni, należącej do tamtejszej przędzalni konopi i usytuowanej naprzeciw kościoła w Pioppe. Rano 30 września część uwięzionych wysłano do pracy. Pozostałą część przesłuchiwano. Pewien 17-letni młodzieniec, który wystąpił jako świadek, a był zdrajcą, powiedział do ks. Capellego: „Widziałem cię u rebeliantów w San Martino di Caprara”. Miejscowość to leżała również w pobliżu – nieco bardziej na północ od Salvaro. Ksiądz Capelli rzeczywiście tam był, ale tylko po to, żeby 15 sierpnia oraz od wieczora 7 aż do rana 11 września wygłosić kazania w ramach triduum przygotowawczego do święta Królowej Różańca. W drodze do tej miejscowości natknął się na partyzantów.

Dowodem na to, że ks. Capelli utrzymywał kontakty z partyzantami jedynie ze względów charytatywnych oraz duszpasterskich, może być choćby następujące wydarzenie: gdy pewna dziewczyna została ciężko ranna w czasie bombardowania 25 września i nie można było zdobyć lekarstwa w okolicznych aptekach, skontaktował się on z partyzantami, którzy dysponowali lekarstwami, i uzyskał pomoc. Dziewczynę uratowano.

W niedzielę 1 października 1944 roku, pod wieczór, o 1930 ks. Capelli i Comini, wraz z 47 innymi więźniami, zostali zaprowadzeni do tzw. botte, tzn. „beczki”, względnie „gliny”, należącej do wspomnianej przędzalni. Owa beczka była zbiornikiem wody znajdującym się przy końcu bocznego kanału rzeki Reno. Zbiornik ten służył do regulowania poziomu wody oraz do wytwarzania prądu dla przędzalni. Miał on jakieś 10 na 10 m szerokości i długości, a od 3 do 5 m głębokości. Wtedy jednak był on bez wody, a dno było pokryte jedynie warstwą mułu. Więźniowie zostali gęsto ustawieni po zadaszonej stronie jazu. Po drugiej stronie zbiornika stali niemieccy żołnierze i strzelali do jeńców. Było to około godz. 1945. Ciała zamordowanych padały do zbiornika względnie zostawały tam wrzucone.

Jeden z uwięzionych – Aldo Ansaloni, który kulał, udał zabitego i uszedł rzezi. Zaświadczył on później, że ks. Capelli, już śmiertelnie zraniony, podźwignął się jeszcze raz, wypowiedział parę słów, których on nie zrozumiał, i udzielił błogosławieństwa. Potem padł z rozpostartymi ramionami na pozostałe ciała. Spośród uwięzionych dwóch się uratowało, a 47 zostało zabitych.

W następnych dniach podejmowano próby pochowania ciał pomordowanych. Jednak nie dysponowano odpowiednimi narzędziami, ażeby wyciągnąć ciała, a poza tym działo się to przy stałych walkach zagrażających życiu. Po paru dniach nadeszła wiadomość, że kraty ze zbiornika wodnego otworzono w kierunku kanału, tak iż ciała zabitych popłynęły do rwącej rzeki Reno i nie zostały już odnalezione.

W rocznicę tego tragicznego wydarzenia, 1 października 1945 roku, kard. Nasalli Rocca, arcybiskup Bolonii, uczcił w kościele Pioppe di Salvaro owych zabitych podczas uroczystości zorganizowanej w tym celu.

Dnia 30 września 1979 roku imieniem ks. Capellego nazwana została jedna z ulic w jego rodzinnej miejscowości Nembro.

W dniu 13 września 1987 roku kard. Giacomo Biffi, arcybiskup Bolonii, mówił o „męczeństwie i znamionach ran, których nigdy nie brak na Ciele Kościoła”. 3 grudnia 1995 roku został wszczęty przez tego samego arcybiskupa proces informacyjny dotyczący ks. Capellego oraz ks. Cominiego – jako krok wstępny do procesu beatyfikacyjnego na szczeblu diecezjalnym.

Gdy zaczęto badać pisma ks. Capellego, wówczas odkryto, że on, który żywił gorącą cześć do Matki Boskiej Bolesnej, spodziewał się męczeństwa i ofiarował się Bogu. Modlił się on: „O Dziewico Męczenników, uproś mi, żebym i ja został kiedyś męczennikiem Króla Chrystusa i Twoim” (12 XII 1931). A w dniu Niepokalanego Poczęcia 8 grudnia 1932 roku napisał: „O Matko, któregoś dnia zobaczymy się na śmiertelnym łożu mojego męczeństwa”.

 

ks. Kristiaan Hubertus Muermans
(1909–1945)

 1. Kalendarium życia

1909 – 9 marca przychodzi na świat w Hees-Bilzen (Limburg), w Belgii.

1928 – 29 września składa w Brugelette śluby zakonne i zostaje sercaninem.

1933 – 9 lipca w Lowanium zostaje wyświęcony na kapłana.

1934–1939 – Pełni funkcję nauczyciela w szkole apostolskiej w Tervuren.

1939 – 10 listopada dostaje powołanie do wojska.

1940 – Od 10 maja jest żołnierzem na frontach drugiej wojny światowej.

1941 – 15 marca dostaje się do obozu dla jeńców i znajduje się w stalagu w Krems nad Dunajem koło Wiednia, w Austrii.

1943 – Zwolniony z obozu, ponownie pełni funkcję nauczyciela w Tervuren, a jednocześnie katechety na uczelni w Brukseli-Oudergem.

1844 – 15 kwietnia zostaje w obecności swych uczniów aresztowany przez SS w Brukseli-Oudergem i osadzony w więzieniu w Brukseli-St.Gillis.

1944 – 8 maja zostaje przewieziony do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, a następnie jest więźniem obozów koncentracyjnych w Ellrich, w Harzungen i w Nordhausen.

1945 – 16 lutego umiera w obozie koncentracyjnym w Mittelbau-Dora Nordhausen (w Turyngii, w Niemczech).

 2. Więzień pracy o numerze 48 914

Istnieją cztery stopnie oporu: natychmiastowa obrona, odmowa, protest oraz aktywny opór. (Konrad Repgen)

Gdy zaczęto podejmować badania w sprawie sercańskich męczenników, jeden ze współbraci przypomniał o ks. Kristiaanie Muermansie z Belgii, który zmarł w obozie koncentracyjnym. Zwrócono się wówczas z zapytaniem w tej sprawie do podeszłego już w latach jego brata Wima Muermansa. Oto przytaczamy jego listowną odpowiedź:

Tervuren, 3 kwietnia 2000 r.

Drogi Współbracie!

Spełniając prośbę ks. Van der Elsta, mam Księdzu opowiedzieć coś o życiu mojego brata Kristiaana Muermansa SCJ. Urodził się on 9 marca 1909 roku w Hees-Bilzen. Studiował w Kolegium Serca Jezusowego w Tervuren i wstąpił do Zgromadzenia Księży Sercanów. Dnia 29 września 1928 roku złożył w Brugelette śluby zakonne, a święcenia kapłańskie otrzymał w Lowanium 9 lipca 1933 roku.

Był nauczycielem w Kolegium Serca Jezusowego w Tervuren i jednocześnie nauczycielem katechetyki w Brukseli-Audergem. Dostał się do niewoli i był jeńcem w stalagu w Krems koło Wiednia. Następnie został zwolniony z Krems i ponownie pełnił funkcję nauczyciela we wspomnianej szkole. Zajmował się prasą podziemną i pomagał wielu młodym ukrywającym się ludziom, zapobiegając w ten sposób ich ujęciu przez gestapo i umieszczeniu w obozie pracy. Doszło to do uszu gestapo, które aresztowało go pewnego dnia w obecności jego uczniów i umieściło w więzieniu w Brukseli. Potem został on odtransportowany do Niemiec i był po kolei w obozach koncentracyjnych w Buchenwaldzie, Ellrich, Harzungen oraz Dora, gdzie zmarł 16 lutego 1945 roku, dokładnie tydzień przed wyzwoleniem tego obozu przez Amerykanów. Miałem sposobność odwiedzić ten obóz koncentracyjny dwukrotnie, gdy był on jeszcze pod nadzorem komunistów, jednakże nie zdołałem już niczego się dowiedzieć o moim bracie.

Serdeczne pozdrowienia „in Corde Jesu”! – ks. Wim Muermans SCJ

W odpowiedzi na zapytanie skierowane do administracji Instytutu Pamięci Obozu Koncentracyjnego Mittelbau – Dora Nordhausen w Turyngii, pracownica tegoż archiwum Christina Janischefski podała w liście z 4 sierpnia 2000 roku parę dalszych szczegółów. Zgodnie z pierwszą wzmianką zamieszczoną w książce Dora 1943–1945, ks. Muermans został przeniesiony do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie 8 maja 1944 roku. Odnośnie do jego danych czytamy:

Numer bieżący: 600 urodzony:  09.03.1909.

Numer heftlinga: 48 914 urodzony w:  Hees

Nazwisko: Muermans  Zawód: Nauczyciel

Imię:  Christiaan

Z Buchenwaldu został on w końcu – poprzez obozy koncentracyjne w Ellrich i w Harzungen – przeniesiony do Nordhausen. W liście czytamy dalej: „Dane [odnośnie do Kristiaana Muermans] pochodzą z dokumentów Głównego Archiwum Państwowego w Warszawie. Tytuł listy brzmi dosłownie: Liste von Belgiern, die in der Zeit vom 10. August 1943 bis 3. April 1945 im KZ Klosterwerk-Blankenburg starben (= lista Belgów, którzy zmarli w okresie od 10 sierpnia 1943 aż do 3 kwietnia 1945 roku w obozie koncentracyjnym w Klosterwerk-Blankenburg)”.

Blankenburg było jednym z ok. 40 zewnętrznych obozów obozu koncentracyjnego Mittelbau-Dora. Tutaj umieszczono od sierpnia 1944 aż do marca 1945 roku – 500 więźniów (mężczyzn), przeznaczonych do robót w Zakładach Klosterwerk – Blankenburg. Jeńcy ci podlegali organizacji „Todt”, grupie szturmowej Kyffhäuser. Zlecenie pracy brzmiało: Produkcja materiałów wojennych. W dniach od 28 października do 1 listopada 1944 roku nastąpiło podporządkowanie Zakładów Klosterwerk-Blankenburg obozowi koncentracyjnemu Mittelbau. Więźniowie zostali umieszczeni w obozie „Auf dem Lauseberg”, pod nadzorem 43 esesmanów. W Blankenburg-Oesing postawiony jest pomnik „Für die Opfer des KZ-Außenlagers Klosterwerke” (= Ofiarom zewnętrznego obozu koncentracyjnego Klosterwerk).

Na podstawie dołączonego do listu materiału informacyjnego o obozie koncentracyjnym można było dowiedzieć się co następuje: Po zbombardowaniu Wojskowego Instytutu Badań Eksperymentalnych Peenemünde w sierpniu 1943 roku został wzniesiony i urządzony w Kohnstein przy Nordhausen zewnętrzny obóz koncentracyjny Buchenwald. Nazwano go imieniem „Mittelbau Dora”. Służył on przede wszystkim dla potajemnej produkcji broni zemsty-odpłaty (V-Waffen), z pomocą której aparat propagandowy Hitlera obiecywał Niemcom ostateczne zwycięstwo.

W kwietniu 1945 roku dowództwo SS zlikwidowało obóz i ewakuowało wszystkich pracujących, poza kilkuset chorymi. Dnia 11 kwietnia amerykańskie oddziały wojskowe dotarły do obozu i uwolniły pozostałych więźniów. Zabezpieczyli oni zakłady produkcyjne i przejęli technologie rakietowe, które wraz z pełniącymi funkcje kierownicze inżynierami przewiezione zostały do USA.

W pewnym dzienniku ukazał się wtedy artykuł pt.: Kolebka wypraw kosmicznych w pewnym obozie koncentracyjnym (Badische Zeitung). Tam to właśnie, głęboko pod ziemią, pod szczytem Kohnstein, pracowało między 1943 i wiosną 1945 roku w nędznych warunkach dla ostatecznego zwycięstwa Niemiec około 60 000 więźniów. Pracowali oni – jak to później określono w delikatny sposób – jako „Zwangsarbeiter” (robotnicy przymusowi). W rzeczywistości traktowani byli jak niewolnicy pracy, zapędzani do roboty tak długo, aż umierali z wyczerpania. Zadaniem ich było zbudowanie cudownej broni Führera – latającej bomby V–1 oraz V–2, czyli pierwszej rakiety. Była to największa podziemna fabryka, jaka istniała w czasie drugiej wojny światowej. Około 20 000 owych niewolników zmarło wskutek złego traktowania, chorób, względnie zostało zabitych przez SS.

Dotąd nie wiemy nic więcej o tym, w jakich okolicznościach zmarł ks. Muermans. Gdy obóz koncentracyjny został oswobodzony, on już nie żył od tygodnia.

Czy ks. Muermans jest męczennikiem? Tak, gdyż „dzisiejsi męczennicy zostają pozbawieni życia nie tylko ze względu na wiarę, lecz o wiele częściej z powodu swego zaangażowania na rzecz sprawiedliwości społecznej” (Stimmen der Zeit). Toteż Ojciec Święty pisze w odniesieniu do Wielkiego Jubileuszu Roku 2000: „Oby Lud Boży, umocniony przykładem tych autentycznych mistrzów wiary – ludzi wszystkich pokoleń, języków i narodowości – przekroczył z ufnością próg trzeciego tysiąclecia” (IM 13).

 

Inni księża ze Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego

 

1. Indonezja: nieznani misjonarze

W naszym stuleciu wrócili męczennicy. Są to często męczennicy nieznani, jak gdyby „nieznani żołnierze” wielkiej sprawy Bożej. (Jan Paweł II, TMA 37)

 Czy są tacy zmarli księża sercanie, którzy nie mają własnego grobu? Czy istnieje jakiś sercański grób „nieznanego żołnierza”, do czego nawiązuje Ojciec Święty? Tak, księża sercanie, którzy zginęli w obozach koncentracyjnych, nie mają żadnego grobu...!

Holenderska Prowincja Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego obchodziła 22 września 1999 roku w domu zakonnym w Sint Gerlach w Cadier en Keer (Holandia) jubileusz 75-lecia swej działalności misyjnej w Indonezji. Pierwsi sercańscy misjonarze przybyli na południową Sumatrę 23 sierpnia 1924 roku. Na przestrzeni minionych dziesięcioleci prowincja ta wysłała 27 współbraci do Indonezji. Założyli oni tam kwitnącą prowincję.

Podczas drugiej wojny światowej Indonezja została zdobyta przez Japończyków, po czym oswobodzona przez wojska amerykańskie. W tym kontekście przypomniano o fakcie, że w latach 1944–1945 jedenastu sercanów straciło życie w japońskim obozie koncentracyjnym w Muntok, na wyspie Bank. Było to 9 kapłanów oraz 2 braci zakonnych.

Z okazji tej uroczystości jubileuszowej chciano przywołać na pamięć współbraci sercanów, którzy stracili swe życie w warunkach podobnych do tych panujących w obozach koncentracyjnych Europy. Przełożony prowincjalny Prowincji Holenderskiej, ks. Reinerius von Langen, postawił w czasie swego przemówienia następujące pytanie: „Kto zna tych współbraci, którzy zginęli w obozie japońskim? Czy nie są i oni męczennikami?”. Jest rzeczą pożądaną, żeby Zgromadzenie poznało ich lepiej i odpowiednio uczciło. Oto ich nazwiska:

ks. Piotr Maciej Cobben

ks. Andrzej Gebbing

ks. Wilhelm Franciszek Hoffmann

ks. Franciszek Borgiasz Hofstad

ks. Teodor Tomasz z Akwinu Kappers

ks. Izydor Gabriel Mikkers

br. Gerhard Mateusz Schulte

br. Teodor Wilfried van der Werf

ks. Piotr Nikazjusz von Eijk

ks. Franciszek Jan Bosco von Iersel

ks. Henryk Norbert van Oort

Czy oni są męczennikami? Czy opuszczając dom i ojczyznę, żeby głosić Dobrą Nowinę w dalekich krajach, nie musieli się liczyć i z tym faktem, że zostaną wciągnięci w wir walk politycznych i że wskutek tego mogą utracić życie? Tak więc i do nich odnosi się to, co mówi Ojciec Święty: „Świętość ta ujawnia się w życiu licznych Świętych i Błogosławionych uznanych przez Kościół, a także w życiu ogromnej rzeszy bezimiennych mężczyzn i kobiet, których zliczyć nie sposób” (IM 11).

 

2. Kamerun: ofiary przemocy politycznej

Niektórzy ponieśli śmierć, ponieważ obrali Dobrego Pasterza za swój wzór

i woleli pozostać wśród swych wiernych pomimo własnego zagrożenia.

(Jan Paweł II)

 W latach pięćdziesiątych XX wieku, po drugiej wojnie światowej, politycznej niezależności i zrzucenia jarzma kolonistów zapragnął również Kamerun, podobnie jak to się zaznaczało u wszystkich ludów dotychczasowych kolonii. W następstwie tego, począwszy od roku 1957 zdażały się i w Kamerunie akty wrogości wobec dotychczasowych białych panów, którzy bynajmniej nie przejawiali chęci dobrowolnego opuszczenia kraju. Konsekwencje tego miał ponieść także Kościół w Kamerunie. Mieli tego doświadczyć księża sercanie z Francuskiej Prowincji Zgromadzenia. Byli oni czynni jako misjonarze w założonych przez siebie diecezjach Nkongsamba oraz Bafoussam. Uczestnictwo w nabożeństwach kościelnych ze strony katolickiej czarnej ludności zmniejszyło się w tym czasie pokaźnie. Coraz częściej dochodziło do zajmowania zabudowań i instytucji prowadzonych przez białych. Ataki kierowano również przeciw misjom katolickim. Towarzyszyły temu napady rabunkowe i plądrowanie posiadłości. W takich okolicznościach pozbawionych zostało życia trzech sercanów z Francuskiej Prowincji Zgromadzenia. Oto ich nazwiska i sylwetki:

ks. Wawrzyniec Egidiusz Héberlé

ks. Franciszek Paweł od Krzyża Musslin

br. Walentyn Jan Bosco Sarron.

W oparciu o zapisy kronikarza dowiadujemy się co następuje. Dnia 30 sierpnia 1959 roku wdarło się do domu położonej na uboczu stacji Bonabéri dwóch uzbrojonych rebeliantów. Dwóch księży, wraz z dwoma młodymi czarnymi, nie miało szans stawiania jakiegokolwiek oporu. Ksiądz Musslin został ugodzony w tętnicę szyjną i wykrwawił się na śmierć.

Inny napad przeżyli misjonarze za stacji Banka-Bafang, położonej na terytorium Bamileke, która 29 listopada 1959 roku krótko przed północą została otoczona przez rebeliantów. Ksiądz Wawrzyniec Héberlé, który przeżył jako misjonarz w Kamerunie ponad 25 lat, został zraniony strzałem w plecy, po czym ucięto mu głowę. Brat Walentyn Sarron chciał uciec, ale dogoniono go i również ucięto mu głowę. Głowy misjonarzy były następnie obnoszone jako krwawe trofea wśród okrzyków triumfu. Potem ich już nie odnaleziono. Pozostali misjonarze oraz jeden czarny ksiądz diecezjalny zdołali ratować się ucieczką. Dom misjonarzy został zburzony, a szpital i apteka wraz z laboratorium spustoszone i splądrowane. Kościół, szkołę i dom sióstr oszczędzono. Chrześcijanie z Banka-Bafang byli tak wystraszeni, że na pogrzebie ofiar nie było obecnych nawet 50 osób.

„Do dania tego najwyższego świadectwa miłości wobec wszystkich, a zwłaszcza wobec prześladowców, powołani zostali niektórzy chrześcijanie już od samego początku i zawsze będą powoływani” (KK 42).

 

a. Kalendarium życia trzech męczenników z Francji

 

ks. Wawrzyniec Egidiusz Hébelé

1907 – 11 listopada przychodzi na świat w Albé (Alzacja).

1926 – 22 września składa w Brugelette, w Belgii, śluby zakonne i staje się członkiem Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.

1932 – 10 lipca w Lille otrzymuje święcenia kapłańskie.

1934 – Zaczyna działalność misyjną w Kamerunie.

1959 – 30 listopada zostaje zabity na stacji misyjnej w Banka-Bafang.

 

ks. Franciszek Paweł od Krzyża Musslin

1916 – 2 grudnia urodził się w Riedisheim, w Alzacji.

1934 – 29 września składa w Amiens śluby zakonne i zostaje tym samym członkiem Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.

1949 – 22 grudnia w Grenoble otrzymuje święcenia kapłańskie.

1951 – Zaczyna pracę w charakterze misjonarza w Kamerunie.

1959 – 30 sierpnia zostaje zabity na stacji misyjnej w Bonabéri.

 

br. Walentyn Jan Bosco Sarron

1920 – 23 lipca przychodzi na świat w La Fayette (Puy de Dôme).

1939 – 16 czerwca w Amiens składa śluby zakonne i zostaje członkiem Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.

1943 – 29 września w Saint-Cirgues składa śluby wieczyste.

1947 – Zaczyna swą pracę jako misjonarz w Kamerunie.

1957 – 30 listopada zostaje zabity na stacji misyjnej w Banka-Bafang.

b. Historyczne początki misji w Kamerunie

Gdy w 1884 roku Kamerun stał się niemieckim terytorium ochronnym, działalność misyjna została oddana po wcześniejszych staraniach niemieckim Księżom Pallotynom. Od nich to Niemiecka Prowincja Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego otrzymała własny teren misyjny.

W latach 1912–1914 wyjechało do Kamerunu łącznie 18 księży sercanów oraz 5 sióstr Bożej Opatrzności. Ksiądz Gerhard Lennartz został pierwszym prefektem apostolskim w Adamaua. Niemieccy księża przystąpili do dzieła misyjnego z dużym zapałem i założyli stacje misyjne w Fumban, Kumbo oraz Ossing. Niestety, pierwsza wojna światowa pociągnęła za sobą zdobycie Kamerunu przez wojska francuskie i angielskie. Niemieccy misjonarze musieli opuścić kraj. Mimo to ich praca nie poszła na marne. Co prawda nowi chrześcijanie byli przez 5 lat bez opieki kapłańskiej, jednak wielu z nich pozostało wiernymi przyjętej wierze. W roku 1919 Francuska Prowincja Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego – pod przewodnictwem nowego prefekta apostolskiego ks. Józefa Plissonneau – przejęła częściowo tereny Niemców wysyłając tamże wytrwale każdego roku po paru kolejnych misjonarzy.

Misja ta jest wymownym przykładem ponadnarodowego porozumienia i tego, jak współbracia dwóch walczących ze sobą państw potrafią zastąpić siebie nawzajem w sytuacji skomplikowanej uwarunkowaniami politycznymi. W ten sposób praca misyjna mogła być kontynuowana i udoskonalana.

c. Wspomnienia pośmiertne

ks. Klemens Hecquet SCJ (GA),

rękopis. Z niemieckiego przekładu – Męczennicy

1) Po śmierci ks. Franciszka Pawła Musslina

W czasopiśmie „Laiccam”, pod datą 31 sierpnia 1959 roku, tak pisze przyjaciel księży Albaniego oraz Musslina – prałat Jean Noddings:

„Wczoraj wieczorem strzałem z karabinu został postrzelony w Bonabéri ks. Musslin. Stało się to wtedy, gdy miał zasiąść do posiłku wraz ze swoim współbratem. Ten ostatni nie zdążył chwycić za swoją broń myśliwską. Gdy mordercy uciekli i nie było sposobu już ich pochwycić, ich ofiara – ks. Musslin, leżał w kałuży krwi i umierał z powodu jej upływu. Ksiądz Albani zaczął bić w dzwon, by zawezwać chrześcijan na ratunek, jednakże nikt nie przyszedł. Sam musiał udać się do komisariatu i powiadomić policję...”.

„Inni misjonarze znaleźli przed swymi drzwiami zawieszone zwłoki, na których umieszczono następujący napis: «Taki będzie twój los, jeśli się stąd nie wyniesiesz». Ksiądz Musslin nie opuścił stanowiska...”.

 

2) Po śmierci ks. Wawrzyńca Héberlégo oraz br. Walentego Sarrona

W chwili ataku na misję w Bafang, wspólnotę domową stanowili: br. Walentyn Sarron, ks. Egidiusz Wawrzyniec Héberlé, ks. Jan Lescoffit, ks. Lepreux (? – względnie ks. Klemens Lequeux; nazwiska ks. Lepreux nie ma w Elenchusie ani w Nekrologu), br. René Russe oraz ks. Frédéric Njougla. W nocy z niedzieli 29 na poniedziałek 30 listopada 1959 roku stację misyjną otoczyło paręset rebeliantów uzbrojonych w karabiny i strzelby. Wysadzili oni w powietrze drzwi i okna pokojów, w których mieszkali misjonarze. Ksiądz Egidiusz Héberlé został trafiony śrutem, po czym ucięto mu głowę. Brat Walentyn Sarron uciekł ze swego pokoju innym wyjściem, ale puszczono się za nim w pogoń. Również jemu ucięto głowę przy warsztacie ciesielskim, gdzie chciał się ukryć. Pozostałym zakonnikom udało się uciec lub ukryć.

Gdy jeden z przywódców owych rebeliantów zobaczył odcięte głowy dwóch misjonarzy, zganił swoich żołnierzy, że zabili br. Walentyna Sarrona. Brat ten kierował jako gorliwy pracownik budową nowego kościoła, który był już niemal ukończony. Był on znany ze swej zawsze uśmiechniętej twarzy. Z początkiem 1955 roku został odznaczony medalem dla osób zasłużonych dla Kamerunu.

Ksiądz Jan Lescoffit, do którego redakcja czasopisma scholastykatu zwróciła się z prośbą o wywiad po jego przyjeździe na urlop do ojczyzny w 1961 roku, podał następującą charakterystykę ks. Wawrzyńca Héberlégo: „Był to człowiek dobry i mądry. Dzięki swej dobroci i bystrości umysłu przyciągał do siebie wszystkich. Pozostawił po sobie wielkie wrażenie dobroci. Był zawsze gotów, pykając swoją fajkę i głaszcząc brodę, wysłuchiwać plotek Kameruńczyków, nie okazując zdenerwowania ani znudzenia. Odznaczał się głębokim i wrażliwym uczuciem względem każdego...”.

„Czy było rzeczą niemożliwą, żeby w tej hordzie, która napadła na misję, odróżnić ekstremistów organizacji UPC (Union des Population du Caméroun – Zjednoczenie Ludności Kamerunu), bandytów, od tych wszystkich, którzy również się zlecieli, ale tylko pod groźbą, stanowiąc być może chrześcijańskich terrorystów?”. Takie pytanie postawił ks. prałat Noddings w Laiccam 25 grudnia 1959 roku.

 

3. Kongo: ofiary polityki

Pragniemy jednak prosić Boga, żeby przyjął tę ich ofiarę i dozwolił, by przyniosła obfity owoc dla misji, dla Konga, dla Afryki i dla Ojczyzny. (Krwawiący Kościół w Kongo)

Kongo Belgijskie, położone w samym centrum Afryki, w 1960 roku stało się samodzielnym państwem i przyjęło nazwę Kongo. Nowi władcy w ciągu 4 lat doprowadzili ten kraj do tak wielkiej ruiny, że doszło do krwawych powstań i rozpraw na kształt wojny domowej.

Lewicowi rebelianci, pod nazwą „Simba”, którzy walczyli przeciw rządowi centralnemu w stolicy Kinshasie, zajęli znaczne połacie wschodniego Konga, w tym między innymi archidiecezji Kisangani oraz diecezji Wamba. Ich hasło: walka o wolność oraz zemsta na białych wyzyskiwaczach, doprowadziło do masakr na tamtejszej czarnej ludności, a przede wszystkim na pozostałych jeszcze białych.

Na podstawie późniejszych zestawień wyliczono, że ofiarami tej rebelii stały się nieprzeliczone rzesze Afrykańczyków oraz 249 Europejczyków. Łącznie straciło życie 143 misjonarzy, sióstr zakonnych misjonarek oraz osób działających na rzecz misji.

Na misji Księży Sercanów w archidiecezji Kisangani i w diecezji Wamba zamordowane zostały 53 osoby. Znajdowało się wśród nich 28 księży sercanów, w tym biskup z Wamba, 22 księży oraz 5 braci zakonnych. Oto ich nazwiska:

bp Józef Albert Wittebols

ks. Amour Jan Ewangelista Aubert

ks. Karol Jan van Ruysbroek Bellinckx

ks. Herman Wacław Bisschop

ks. Klemens Franciszek z Asyżu Burnotte

ks. Józef Karol Boromeusz Conrad

br. Marcin Damian Brabers

ks. Jan Bonifacy de Vries

ks. Henryk Donatus Hams

ks. Leonard Ludwik–Maria Janssen

br. Józef Andrzej Laureys

ks. Aquilino Bernardo Longo

ks. Jakob Jan Vianney Moreau

ks. Gerard Stefan Niewkamp

br. Józef Alojzy Paps

ks. Arnold Wiro Schouenberg

br. Wilhelm Arnulf Schouenberg

ks. Jan Alojzy Slenter

ks. Franciszek Tomasz Morus ten Bosch

ks. Józef Jakob Tegels

ks. Jan Ireneusz Trausch

ks. Piotr Józef van den Biggelaar

ks. Krystian Jan Bosco Vandael

ks. Hieronim Gabriel Vandemoere

br. Henryk Józef Vanderbeek

ks. Henryk Bonifacy van der Vegt

ks. Henryk Julian Eymard Verberne

ks. Wilhelm Pius Vranken

Czy byli oni męczennikami? Zostali zamordowani, ponieważ uchodzili za przedstawicieli znienawidzonego reżimu kongijskiego. Z tego też względu zabito jedynie misjonarzy posługujących się językiem holenderskim, Holendrów oraz Flamandów. Niemieckich misjonarzy, jak ks. Henryka Middendorfa oraz br. Leona Pizmohta, wypuszczono na wolność. Do tych, którzy ponieśli śmierć, chociaż nie zostali zamordowani z nienawiści do wiary i Kościoła, lecz z powodów politycznych, odnosi się to, co dotyczy każdego misjonarza, który opuszcza dom i ojczyznę: będzie musiał liczyć się z możliwością gwałtownej śmierci w obcym kraju, obojętnie jak to pozbawienie życia będzie umotywowane.

„Kobiety i mężczyźni z Europy przyjęli wraz z powołaniem misyjnym wszystkie niebezpieczeństwa, nie wyłączając najbardziej nieznanych. Poszli za wezwaniem Chrystusa. W obliczu karabinów, włóczni i sztyletów, włączyli oni swoją ofiarę w tę Jego Ofiarę, przyjętą z miłości do Ojca i dla zbawienia ludzi. Ojciec Niebieski przyjął ich ducha w swoje ręce” (Krwawiący Kościół w Kongo).

Dnia 3 listopada 1964 roku został śmiertelnie raniony uderzeniami włóczni w pierś również działający niedaleko, w Ndui, sercanin z Włoskiej Prowincji Zgromadzenia – ks. Aquilino Bernardo Longo, nazywany Ojcem Pigmejów. W chwili swej śmierci wypowiedział jedynie to zdanie: „Oto dla misjonarza najpiękniejszy finał!”.

 

bł. siostra Anuarita (1941—1964)

1. Kalendarium życia

1937 – Biskup Camille Verfaillie z Kisangani zakłada dla czarnoskórych dziewcząt i kobiet Zgromadzenie Zakonne Świętej Rodziny.

1941 – 29 grudnia w diecezji Wamba przychodzi na świat i otrzymuje kongijskie imię Nangapeta. Gdy jej matka wraz z córkami przyjmuje wiarę katolicką, otrzymuje chrześcijańskie imię Alfonsyna. W szkole jednak wołają ją imieniem jej starszej siostry Anuarity i to imię też się przyjmuje.

1957 – Wstępuje do Zgromadzenia Zakonnego Świętej Rodziny i przygotowuje się do nowicjatu.

1959 – 5 sierpnia składa śluby zakonne i obiera imię zakonne Maria Klementyna.

1959–1964 – Uzyskuje wykształcenie nauczycielskie i uczy w szkole podstawowej w Bafwabaka.

1964 – 15 sierpnia oddziały „Simba” zdobywają Wamba i podporządkowują siostry swojej władzy.

1964 – 1 grudnia zostaje zamordowana w Isiro w obronie dziewictwa.

1985 – 15 sierpnia zostaje beatyfikowana przez Ojca Świętego Jana Pawła II w Kinshasie.

 

2. Pierwszy kwiat Czarnego Lądu

Raczej mnie zabijcie! Tak sobie tego życzyłam, tego chciałam. (s. Anuarita)

Dnia 1 grudnia, a więc na samym progu okresu Adwentu, Kościół obchodzi wspomnienie błogosławionej, której imię na terenie Niemiec jest chyba całkiem nieznane. Również ona chciała się przygotować do Świąt Bożego Narodzenia. Niemniej spełnienie tego święta stało się jej cząstką w inny sposób. Jej imię jest długie: Nangapeta Alfonsyna Anuarita Maria Klementyna. Kim była ta kobieta?

Żyła ona w Kongo – zwanym przez jakiś czas także Zairem – w dalekim kraju, położonym w samym sercu Czarnego Lądu. Wamba jest jedną z diecezji archidiecezji Kisangani – we wschodniej części Konga. Prowadzą tam swą działalność misyjną od przeszło 100 lat misjonarze ze Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.

Dnia 29 grudnia 1941 roku, czyli tuż po Bożym Narodzeniu, w mieście Wamba urodziła się dziewczynka. Jej ojciec nazywał się Amisa Batiboco, natomiast matka Isude. Dziewczynka otrzymała afrykańskie imię Nangapeta, pisane również jako Nengapeta. Ojciec – poganin radził swojej małżonce, żeby się wybrała na naukę o chrzcie. W ten sposób matka i jej sześć córek zostały przyjęte do Kościoła katolickiego i przyjęły chrzest. Nangapeta otrzymała chrześcijańskie imię Alfonsyna. Gdy zaczęła chodzić do szkoły, wołano ją imieniem jej starszej siostry: Anuarita. Tak więc nosiła już trzy imiona: Nangapeta Alfonsyna Anuarita. Gdy prezydent Mobutu z Zairu zakazał używania zagranicznych imion, wołano ją nadal Anuarita.

Anuarita stała się pobożną czarną dziewczyną. Była też bardzo piękna. W tym czasie poznała Zgromadzenie Zakonne Świętej Rodziny, założone w 1937 roku przez bp. Camille Verfaille z Kisangani specjalnie dla czarnych kobiet. Anuarita wstąpiła do tego Zgromadzenia w wieku 16 lat i 5 sierpnia 1959 roku złożyła śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa na ręce bp. Józefa Wittebolsa z Wamba, który jednocześnie był jej kierownikiem duchowym. Miała wtedy 18 lat. Obrała sobie imię zakonne: Maria Klementyna. Tym samym jej imię jeszcze bardziej się wydłużyło: Nangapeta Alfonsyna Anuarita Maria Klementyna. Współsiostry wołały ją jednak jako s. Anuaritę, co w jej stronach rodzinnych wymawiano: Anualite. Imię to oznacza: „Ta, która gardzi wojną”. Zdobyła wykształcenie nauczycielskie w zakresie szkoły podstawowej. Uczyła dzieci z klasy 3 i 4 szkoły podstawowej w Bafwabaka, małym miasteczku leżącym niedaleko miasta diecezjalnego Wamba. Oprócz tego przejęła jeszcze prowadzenie grupy młodzieżowej, była członkinią kierownictwa internatu, a także zajmowała się zakrystią i kościołem oraz kuchnią. Jej hasłem-zawołaniem było: „Służyć i rozweselać”.

W 1964 roku, w związku z uzyskaniem politycznej niepodległości Konga i groźbą rozpadu tego olbrzymiego tworu państwowego, doszło do powstania rebeliantów, których zwano Simba. Dnia 15 sierpnia 1964 roku zdobyli oni diecezję Wamba. 18 sióstr, 9 nowicjuszek i 7 postulantek Zgromadzenia Zakonnego Świętej Rodziny w Bafwabaka zostało aresztowanych, przewiezionych do Isiro, większej miejscowości przy Wamba, i tamże poddanych torturom, z zagrożeniem pozbawienia życia. Wszystkie były gotowe na śmierć męczeńską. Oto imiona niektórych z nich: s. Banakweni, s. Bokoma, s. Maria Melani, s. Nabeane, s. Uwenze, nowicjuszka Aliswa, s. Nembasa.

Anuarita została przeznaczona do haremu płk. Ngalo, natomiast s. Bokomo dla gen. Olombe. Każda dziewczyna ucieszyłaby się, mogąc zostać żoną wojskowego, to bowiem oznaczało uznanie, bogactwo, piękne suknie, dobre jedzenie, duży dom i wiele innych rzeczy. Siostra Anuarita odpowiedziała jednak: NIE. Było to 29 listopada 1964 roku. Akta świadków męczeństwa donoszą:

Gdy płk. Ngalo poinformował Anuaritę, że zostaje przeznaczona do jego haremu, odpowiedziała: „NIE!”. Ngalo zagroził jej, że w razie odmowy zabije przełożoną generalną. Jej heroiczna odpowiedź brzmiała: „Czemu chcecie ją zabić? Zabijcie mnie!”. Nastąpiły sceny jej okrutnego poniewierania. W czasie ostatniego wspólnego posiłku pokazała po kryjomu pod stołem jednej ze współsióstr obrzmiałe stawy: „Zadał mi tyle bólu!”. Chociaż wiedziała, jakie męki ją czekają, powiedziała: „Umrę tej nocy, gdyż nie dałam przyzwalającej odpowiedzi Ngalo, bo chcę pozostać wierna Chrystusowi w moim dziewictwie!”. Pokornie i z bojaźnią zwracała się do współsióstr z prośbą o modlitwę: „Módlcie się za mnie! Duch jest ochoczy, ale ciało słabe!”. A chcąc niejako dodać odwagi sobie samej, powtarzała co jakiś czas: „Jeśli muszę umrzeć z powodu mojego dziewictwa, to naprawdę umrę!”. Gdy gen. Olombe wyciągał ją z sali, wołała do pozostających sióstr: „Lepiej umrzeć aniżeli zgrzeszyć. Módlcie się za mnie! Dusza moja jest pełna pokoju”. Następnie powiedziała do Olombe: „Ja nie idę. Nie godzę się na grzech. Jeśli pan chce, proszę mnie zabić!”. Padając pod ciosami zadanymi kolbą od karabinu, wołała: „Przebaczam im, bo nie wiedzą, co czynią”. Zanim litościwie utrata przytomności odebrała jej odczuwanie bólu i otwarła drzwi dla śmierci, powiedziała: „Tak, tego pragnęłam, tak chciałam!”.

Nadal ją bito. Bagnetami dziurawiono jej ciało w okolicy serca. Strzał z pistoletu, który miał zakończyć jej życie, spowodował, że kula przeszła przez jej obojczyk i lewe ramię. Anuarita jeszcze żyła. Zmarła dopiero w otoczeniu swych współsióstr 1 grudnia 1964 roku o godz. 100 w nocy. Ciało jej było tak zmasakrowane, że nie sposób było ubrać go w habit. Przykryto ją welonem i tak pochowano w Isiro na skraju masowego grobu. Gdy później przeniesiono ją do katedry w Isiro, rozpoznano jej zwłoki między innymi po małej figurce Matki Boskiej, którą zawsze ze sobą nosiła.

Proces beatyfikacyjny tej męczennicy rozpoczął się wkrótce. Dnia 15 sierpnia 1985 roku s. Anuarita została ogłoszona błogosławioną przez papieża Jana Pawła II w Kinshasie, stolicy Kongo. Dziś nadal jeszcze ta postać jest w dużej mierze nieznana. Mimo to zostanie ona kiedyś jedną z wielkich świętych Afryki, a raczej Kościoła powszechnego. Jest pierwszą kobietą Czarnego Lądu, która została ogłoszona błogosławioną; jest pierwszą błogosławioną Murzynką, jeśli tak to można określić, choć wyrażenia tego należy raczej unikać. Ostatni zapis z jej Pisma Duchowego tak brzmi w jej ojczystym języku kisuaheli i w przekładzie: „Ushanidi wetu juu ya usafi wa moyo moyo na Bwana Patris – Zaświadczamy przed ks. Patrisem, że serce nasze jest czyste”.

 

Posłowie

Czy w życiu Jezusa jest jakaś czynność, jakieś wydarzenie,

które zawierałoby niejako ostateczne precyzyjne określenie i punkt szczytowy,

w którym tajemnica Ojca mogłaby być odsłonięta

w jakimś zwięzłym i trafnym streszczeniu?

Tym szczytem jest przeszyte Serce naszego Odkupiciela.

(kard. Carlo Martini)

 

Niniejsza broszurka została na tytułowej stronie ozdobiona grafiką przedstawiającą Serce naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Z Serca wyrasta ciemny krzyż cierpień, przeplatany jasnym płomieniem miłości. Serce jest otoczone ciemną wstęgą cierniowej korony. Czerwony kolor wskazuje na krew przelaną na krzyżu. Rana Serca zadana pchnięciem włóczni świadczy o śmierci Pana. Na ziemię spadają z Serca krople krwi.

Męczennicy ze Zgromadzenia Księży Sercanów poświęcili się Sercu Jezusa poprzez swoje śluby zakonne: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Żyli oni zamysłami tego „Serca cichego i pokornego”. Otrzymywali dary Ducha, przede wszystkim zaś mocy i siły, żeby dochować wierności życiu zakonnemu aż do Wielkiego Piątku swego życia. Żyli oni w nadziei na zmartwychwstanie tego Serca w ciele Chrystusa w dzień Wielkanocy. W ten sposób są w swym męczeństwie jakby tymi kroplami krwi, które spadały z Serca Zbawiciela na ziemię. Tym samym oddali się Sercu Ojca Niebieskiego w całkowitym darze – „w duchu miłości i wynagrodzenia”, zgodnie ze swym ideałem zakonnym.

„Serce Ojca”. Wyrażenie to brzmi być może dziwnie. Również miejsce w Piśmie Świętym, które o tym donosi, jest być może rzadziej rozważane aniżeli inne, które wskazują na Serce Jezusa, jak choćby przebity bok Ukrzyżowanego względnie otwarty bok Zmartwychwstałego według Ewangelii Janowej. Jednakże umiłowany uczeń – Jan, który spoczywał w czasie wieczerzy na piersi Jezusa, mocno naciągnął łuk idący „od Serca do Serca”. W Prologu pisze on: „Boga nikt nigdy nie widział. Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył” (J 1,18). Przez użycie określenia «Serce»1 w odniesieniu do Boga ewangelista wyjaśnia całokształt Objawienia jako wydarzenia, które wychodzi od Serca Ojca, zostaje przyjęte przez Syna, spoczywającego na Sercu Ojca, i przekazane nam, ludziom, przez Jezusa Chrystusa. Boży Syn wychodzi jako Słowo Boże Objawione od Serca Ojca. On nie tylko przyniósł wieść, lecz sam jest po prostu wieścią z Boskiego Serca. Co więcej, jako Serce Jezusa jest On widzialnym obrazem niewidzialnego Prawzoru, jaki przebywa w Sercu Ojca.

Księża ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusowego, których serca zostały gwałtownie rozdarte w świadectwie wiary, mieli świadomość, iż są włączeni w Boski strumień miłości, jaka płynie z Serca Ojca do Serca Syna i dochodzi do pełni w Boskim Duchu. Jakże często zapewne odmawiali ci męczennicy ten akt strzelisty, za pomocą którego łączyli się z Boskim Sercem, i którym mogą posługiwać się wszyscy wierzący, dla których Serce Boże stoi otworem: „Jezu cichy i pokornego Serca, uczyń serca nasze według Serca Twego!”.

 

 Od Serca do Serca – myśli i modlitwy

Na początku było Serce, a Serce było u Boga

i Bogiem było Serce.

(Oda Schneider)

 

1. Jestem do ciebie dobrze nastawiony – Serce moje jest przy tobie.

Moje Serce jest przy tobie – nigdy nie jesteś sam.

Serce Jezusa, bądź dobre dla mnie,

A wtedy będę bezpieczny w Tobie.

 

2. Tylko serce może powiedzieć: „Kocham cię”.

Tyś moją miłością – czyli Tyś moim Sercem.

Tyś moim Sercem – czyli Tyś jest moim Życiem.

Martwy jestem bez Twego Serca.

Martwy jestem bez Twej Miłości.

Niczym jestem bez Ciebie.

 

3. Moje cierpienie jest cierpieniem Twoim.

Gdy moje serce krwawi, krwawi i Twoje.

Moje cierpienie bez Twego Serca staje się nie do zniesienia.

Moje cierpienie, wcielone w Twoje Serce,

sprawia Odkupienie, staje się niebiańską Łaską.

Twoje Cierpienie i moje cierpienie,

ofiarowane Bogu Ojcu,

staje się hojnym błogosławieństwem dla nas i wszystkich ludzi.

 

4. Cieszę się – serce moje jest rozradowane.

Ty mi przynosisz radość:

Twoje Serce cieszy się wraz ze mną.

Twoje Serce cieszy się we mnie.

Radość od Ciebie – radość w Tobie.

Serce Jezusa, Ty nasza Radości,.

Nigdy radość nie może stać się większa i czystsza,

nigdy nie będzie ona bardziej Boska. Amen.

 

(tłum. z jęz. niemieckiego ks. Paweł Leks SCJ)

Publikacja wydana przez Prowincjalat Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego
Simonstraße 13, D 53227 BONN
Druk: Mors Druck, 79100 Freiburg