ks. Stanisław Mieszczak SCJ
Wstęp
Cel i metoda
Wszyscy z niecierpliwością
oczekujemy, kiedy Kościół ogłosi błogosławionym naszego Ojca
Założyciela, księdza Jana Leona Dehona. Warto zatem w tym okresie
oczekiwania przyjrzeć się podawanym przez Kościół zasadom kultu świętych
oraz zrewidować nasze praktyki w tym względzie. O ile zasady doktrynalne
wymagają od nas przede wszystkim wysiłku poznania i wprowadzenia ich w
życie, to jednak konkretne praktyki muszą być ocenione w świetle
powyższych zasad. Uczynimy to nie tyle oceniając dzisiejsze praktyki,
ale raczej przywołując te sprawdzone w wielowiekowej tradycji Kościoła.
Chciałbym zwrócić uwagę w moim wystąpieniu na wymiar historyczny tego
kultu, gdyż te długie 18 lub nawet 19 wieków jego istnienia w Kościele
pozwoliło zgromadzić wiele doświadczeń, a z pewnością są one owocem
działania Ducha Świętego. Sposób jego pojmowania w Kościele spróbuję
zilustrować niektórymi formami liturgicznymi.
Uściślenia metodologiczne
Kult świętych budzi czasami
kontrowersje, ponieważ jest rozumiany jako konkurencyjny w stosunku do
kultu oddawanego samemu Bogu. Tak rozumiany był zresztą powodem ostrej
krytyki ze strony Lutra i często trwa to do dzisiaj w środowiskach
protestanckich. By uniknąć zatem tych nieporozumień należy sprecyzować
kilka pojęć.
W chrześcijaństwie kult w
pełnym tego słowa znaczeniu oddaje się jedynie Bogu w Trójcy Jedynemu. W
konsekwencji Tajemnicy Wcielenia dotyczy on także Osoby Jezusa
Chrystusa. Określa się go takimi pojęciami jak kult latreutyczny
(cultus latriae), kult adoracji, kult uwielbienia, kult boski.
Kult Matki Najświętszej, świętych i aniołów nie jest czymś odrębnym.
Jest to ciągle kult Boga, który objawia swoje zbawcze działanie właśnie
poprzez nich. Jest to zatem kult w sensie szerokim (cultus duliae),
kult czci, cześć świętych, kult pośredni. Jego cechą charakterystyczną
jest zatem owo pośrednie ogniwo, jakim jest osoba świętego.
I to nie święty jest w centrum celebracji liturgicznej z nim związanej,
ale Bóg objawiający się w swoich świętych. „Uroczystości świętych głoszą
cuda Chrystusa w Jego sługach, a wiernym podają odpowiednie przykłady do
naśladowania” (KL 111). Wystarczy odnieść się do modlitw używanych w
formularzach mszalnych o świętych. Nie są one nigdy adresowane do
świętego, ale do samego Boga.
Określenia jakich używamy przy opisywaniu tego kultu to kult świętych,
kult duliae, kult służebny, kult pośredni, cześć świętych.
Warto dodać, że kult Matki
Najświętszej zajmuje w tym kulcie miejsce szczególne. „W Niej Kościół
podziwia i wysławia wspaniały owoc Odkupienia i jakby w przeczystym
obrazie z radością ogląda to, czym cały pragnie i spodziewa się być” (KL
103). Dlatego od czasów scholastyki określamy kult Matki Najświętszej
formułą kult hyperduliae.
Jest to jednak ciągle ta sama kategoria kultu świętych.
Tak rozumiany kult świętych
z pewnością nie będzie stanowił punktu tak bardzo spornego w relacjach
ekumenicznych ze wspólnotami protestanckimi.
1. Geneza i rozwój kultu
świętych
Niektórzy widzą początki
kultu świętych w różnych formach pobożności związanych z kultywowaniem
pamięci o zmarłych.
Niewątpliwie, również wśród chrześcijan takie praktyki istniały, gdyż
jest to cecha charakterystyczna właściwie wszystkich kultur.
Kontynuowali oni zwyczaje i święta poświęcone zmarłym zarówno z
przyzwyczajenia, jak również ze względu na związanie ze swoim
środowiskiem. Takim przykładem może być historia święta Katedry świętego
Piotra,
które rodzi się w dniu rzymskiego święta zmarłych, jednak przybiera
zupełnie inne formy, typowo chrześcijańskie. W tym święcie być może
należy widzieć jakieś początki kultu związanego z grobem świętego Piotra
w Rzymie, czy też kultu związanego z Apostołami w miejscach, gdzie
posiadano ich groby.
Jednak nostalgiczne
wspominanie zmarłych, nie mogło zrodzić jeszcze kultu świętych w
znaczeniu chrześcijańskim. Coś zupełnie nowego w tym względzie przynoszą
natomiast wydarzenia w Smyrnie (Azja Mniejsza) w 153 lub 155, a może
nawet w 156 roku. Chodzi tutaj o męczeństwo biskupa tej wspólnoty św.
Polikarpa, ucznia świętego Jana Apostoła.
Z całą pewnością nie był to pierwszy męczennik, a jednak reakcja
wspólnoty była zupełnie wyjątkowa. Oto po męczeńskiej śmierci biskupa
piszą list do wspólnoty chrześcijańskiej w Filomelium (Wielka Frygia), w
którym opisują jego bohaterską postawę.
List ten miał być po odczytaniu przesłany do kolejnych Kościołów „aby i
oni wielbili Pana” (20,1). Prawdziwa nowość tego listu, pisanego przez
niejakiego Marcjona, polega na tym, że opisując męczeństwo biskupa
promieniuje radością i zachęca adresatów do obchodzenia co roku tej
rocznicy w sposób radosny. Żadnych żalów i lamentacji. Opisuje także, że
chrześcijanie zebrali ze czcią szczątki bohaterskiego biskupa, aby móc
przy nich potem obchodzić z radością rocznicę tego wydarzenia.
Jest to zatem dowód pewnego kultu sprawowanego przy relikwiach
męczenników. I kult ten był już na tyle dojrzały, że potrafią podkreślać
świadomie różnicę między kultem oddawanym Bogu oraz czcią oddawaną
męczennikom. Znajdujemy tam taki fragment: „Jego (Chrystusa)
adorujemy, bo jest Synem Bożym, natomiast męczenników – ich kochamy jako
uczniów i naśladowców Pana, i jest to słuszne, ze względu na ich
nieporównywalne oddanie Królowi i Mistrzowi” (17,3). Jest to przy
tym kult pełen radości ze zwycięstwa nad złem i śmiercią.
W tym kontekście trudno
wyprowadzać prawdziwie chrześcijański kult świętych z praktyk związanych
ze czcią zmarłych. Chociaż istniały niewątpliwie pewne podobieństwa, jak
szacunek dla doczesnych szczątków, zbieranie się w określone dni przy
grobie, spożywanie posiłku i wspominanie zmarłego wyraźnie różni się od
kultu oddawanego męczennikom przez chrześcijan. Szacunek dla doczesnych
szczątków, obecny w większości kultur i religii, nie może być
porównywany z czcią oddawaną relikwiom świętych, szczególnie
męczenników, a w tym przede wszystkim praktyka dzielenia się relikwiami.
W starożytnym świecie najczęściej zbierano się przy grobach zmarłych w
rocznicę ich urodzin. Chrześcijanie świętują dies natalis (dzień
narodzin), ale dla nieba, czyli dzień ich chwalebnego przejścia na
tamten świat. Pogańskie spożywanie posiłku przy grobach zmarłych tylko
zewnętrznie przypominało chrześcijańską Eucharystię, sprawowaną przy
grobach męczenników. Eucharystia bowiem jednoczyła przede wszystkim z
Mistrzem i Panem, a nie tylko ze zmarłym. Także wspominanie zmarłego w
tradycji rzymskiej odbywało się zasadniczo w kręgu rodziny. Wspomnienia
męczennika dokonywano we wspólnocie chrześcijańskiej, najczęściej
wykraczającej poza ramy jednej miejscowości, a nawet regionu. Ponadto
radość z przeżywania takiego wspomnienia była też cechą zdecydowanie
odróżniającą nabożeństwa za zmarłych od kultu męczenników.
Nawiązując do radości jaka
pojawiała się w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich z okazji obchodu
rocznicy śmierci męczennika, warto się poszukać przyczyny, skąd ta
radość pochodzi. Przecież nie była to radość ze śmierci. Otóż częściową
odpowiedź znajdziemy analizując słowo zaadoptowane na określenie tych
ludzi, którzy oddali życie dla Chrystusa. Słowo martyr, martys,
martyria. Dla nas to słowo jednoznacznie kojarzy się z cierpieniem.
Nie taki jest jednak jego źródłosłów. Jest to oczywiście słowo greckie,
pochodzące z języka prawniczego, a określano nim świadka w sądzie, który
miał poświadczyć prawdę albo pomóc przy dochodzeniu do prawdy w czasie
procesu sądowego.
Dlaczego użyto tego słowa w
stosunku do tych, którzy oddali swoje życie dla Chrystusa? Dlaczego
męczeństwo chrześcijanina zaczęto nazywano świadczeniem, dowodem
przy dochodzeniu do prawdy? Słowo martyr znajdujemy już w samych
tekstach Nowego Testamentu. Używa je przede wszystkim św. Jan i to w
sposób bardzo konsekwentny.
Najpierw mówi o świadectwie (memartyrëken) jakie dał Ojciec
Niebieski swojemu Synowi (J 5,37), czyli w jaki sposób Ojciec
potwierdził Jego misję. Tego samego słowa martyria używa św. Jan,
kiedy przytacza rozmowę Jezusa z Nikodemem. Jezus każe patrzeć
Nikodemowi na świadectwo (martyria) jakie dają jego czyny, aby
mógł zrozumieć Jego nauczanie. Świadectwo daje również św. Jan
Chrzciciel, który całym swoim życiem świadczy o Jezusie Chrystusie (J
1,7-8), swoim nauczaniem (J 1,15; 3,26; 5,33), w dyskusjach z
faryzeuszami (J 1,19-36) itd. Również w tym przypadku świadectwo janowe
odnosi się do Jezusa, jest mówieniem o Jezusie Chrystusie Mesjaszu i
Zbawicielu. W konsekwencji również i uczniowie Jezusa stają się
świadkami tego co widzieli i co przeżyli przy Nim (Łk 24,48). Przekazują
Jego naukę, ale przede wszystkim świadczą o tym, że prawdziwie umarł i
po trzech dniach zmartwychwstał. Staje się to możliwe jednak dopiero po
otrzymaniu mocy Ducha Świętego (Dz 1,8). Ludzkie siły są tutaj
niewystarczające. Tego rodzaju świadectwo uczniów staje się również ich
zadaniem i obowiązkiem (Łk 24,48; Dz 1,22). Ponieważ często ściąga ono
na nich prześladowanie, cierpienie a nierzadko także i śmierć, stąd
łatwo zauważyć iż cierpienie za Chrystusa i za Jego Ewangelię staje się
po prostu świadectwem (martyria), a człowiek, które je
daje jest świadkiem (martyr), jak św. Szczepan (Dz 22,20)
i jak całe mnóstwo tych, którzy „zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki
słowu swojego świadectwa” (Obj 12,11). Inaczej mówiąc dają oni
świadectwo nie tylko Chrystusowi, ale także z Chrystusem. Ci, którzy
oddawali swoje życie za Chrystusa i z Chrystusem byli świadkami, że
Chrystus jest ciągle obecne w swoim Kościele i Jego słowa się
weryfikują.
Z czasem, być może w
odróżnieniu od wyznawców i innych świętych, zaczęto podkreślać przede
wszystkim ich fakt przelania krwi. To ostatnie znaczenie słowa
świadek stało się obowiązujące w Kościele i zostało potem
przetłumaczone na język polski jako męczennik.
W tym miejscu koniecznym
jest wspomnieć także o wyznawcach, którzy pojawiają się razem z
męczennikami. W początkach byli to chrześcijanie skazani na śmierć za
ich wiarę, ale na których nie wykonano wyroku śmierci. Ponieważ jednak
opowiedzieli się oni w okolicznościach tak dramatycznych po stronie
Chrystusa, więc to dawało im specjalne miejsce we wspólnocie wierzących
jeszcze za życia, a po śmierci obdarzano ich podobną czcią jak
męczenników.
Przełom III i IV wiek to
czas wielkich sporów teologicznych i definiowania wiary
chrześcijańskiej, ale i rozłamów i herezji. W tej sytuacji obrońcy
prawdziwej wiary często cierpieli wiele trudności, nierzadko wygnanie
czy inne formy prześladowania. I nawet jeśli nie musieli cierpieć aż do
przelania krwi, to całe ich życie było podobne do świadectwa
męczenników. Byli to przeważnie wielcy biskupi, obrońcy wiary – czyli
prawdziwi świadkowie (np. Grzegorz Cudotwórca Taumaturgos,
Atanazy (+373), Cyryl Aleksandryjski (+444), Cyryl Jerozolimski (+387)
na Wschodzie i św. Marcin z Tours (+397), św. Ambroży (+395), św.
Augustyn (+430) na Zachodzie).
Również pod koniec wieku
trzeciego, w wieku czwartym i potem w piątym pojawia się jeszcze inny
rodzaj świadectwa. Pojawiają się zastępy ascetów, mnichów, dziewic i
wdów. Ich życie było traktowane jako prawdziwa martyria rozłożona
w czasie. Mamy tu zatem św. Antoniego Pustelnika (+356), Kasjana,
Pachomiusza, św. Teodora, Hieronima, Paulina, Hilarego z Poitiers,
Honorata z Lerynu ecc. Ideał dziewictwa został podkreślony w piątym
wieku szczególnie przez święte pustelnice, ale także przez rozwój
hagiografii o świętych męczennicach wieków wcześniejszych. Tak więc
powstały w tym czasie opisy męczeństwa św. Agaty, św. Cecylii, św.
Doroty, św. Łucji itd.
Piąty i szósty wiek to także
czas wielkich papieży, których potem Tradycja chrześcijańska czci jako
świętych i jako wielkich. A zatem między innymi św. Leon Wielki (+461),
św. Gelazy (+496), św. Grzegorz Wielki (+604).
W średniowieczu pojawia się
epoka świętych władców.
I tak oto św. Stefan Węgierski, Henryk II, Edward Wyznawca, Władysław,
Ludwik IX, Zygmunt z Burgundii, św. Wacław z Czech, nasze Kinga,
Jolanta, Salomea. W związku z ideałami rycerskimi rozwinął się kult
świętego Jerzego i kult świętego Michała. Ponadto święte niewiasty
pojawiają się w epoce wielkiej mistyki. Tak więc św. Mechtylda (+1298),
św. Gertruda (+1302), św. Róża z Witerbo, Brygida Szwedzka, Katarzyna ze
Sieny i inne.
Czas odnowy Kościoła w XIII
wieku zapoczątkował epokę wielkich świętych z zakonów żebrzących. A więc
św. Franciszek, Dominik i Klara, ale także wielu innych, szczególnie
pełniących dzieła miłosierdzia. Z naszych polskich świętych mamy wtedy,
Jakuba Strzemię, Jana z Dukli, Władysława z Gielniowa, Szymona z Lipnicy
itd.
Nie brakuje w tej panoramie
również wielkich teologów jak św. Tomasz, św. Bonawentura, potem św.
Robert Bellarmin, św. Piotr Kanizjusz, św. Franciszek Salezy, Hildegarda
z Bingen. Następne wieki przynoszą świętych założycieli zakonów,
misjonarzy. W czasach nowożytnych coraz częściej pojawiają się święci,
którzy nie byli duchownymi, ludzie prości, matki i ojcowie rodzin,
lekarze.
2. Znaczenie aktu
kanonizacji i beatyfikacji
Akt kanonizacji jest formą
uroczystego nauczania papieża w sprawie świętości życia danego wiernego.
Samo słowo kanonizacja oznacza wpisanie na listę świętych (canon).
Daje to podstawę do oddawania kultu.
Bez wątpienia pontyfikat
Jana Pawła II jest okresem nadzwyczajnego wzrostu ilości świętych i
błogosławionych. W ciągu tych lat beatyfikował on 1329 sług Bożych i
kanonizował 473 błogosławionych. Wszystkich razem: 1802.
Można zatem zapytać jaki jest sens tylu beatyfikacji i kanonizacji,
jakie mają miejsce w dzisiejszych czasach. Motywy są trzy, odpowiada Jan
Paweł II.
Przede wszystkim wzrost ten
«odpowiada rzeczywistości, która dzięki łasce Bożej jest taka, jaka
jest, a poza tym odpowiada życzeniu samego Soboru. Ewangelia tak bardzo
rozeszła się po świecie i jej orędzie tak mocno się zakorzeniło, że
właśnie ta wielka liczba beatyfikacji po prostu odzwierciedla żywo
działanie Ducha Świętego oraz płynącą z niego żywotność Kościoła w
dziedzinie dla niego najistotniejszej, w dziedzinie świętości" (tamże).
Po drugie, kanonizacje i
beatyfikacje, których liczba wzrosła w ostatnich latach, «świadczą o
żywotności Kościołów lokalnych, których jest dziś na świecie o wiele
więcej aniżeli w pierwszych wiekach i w pierwszym tysiącleciu» (Tertio
millennio adveniente, 37).
W końcu nie można zapominać
o ekumenicznym znaczeniu świętości. Ekumenizm jest bez wątpienia jednym
z największych wyzwań, z którymi musi się zmierzyć Kościół trzeciego
tysiąclecia. Dziś dostrzega się nierozerwalny związek pomiędzy dążeniem
do pełnej jedności chrześcijan a świętością. Istotnie jest ona
«podłożem» (humus), na którym rodzi się, wzrasta i dojrzewa.
Jedynie Kościół, który jest święty, będzie naprawdę Kościołem «jednym».
Świętość ma znaczenie ekumeniczne — Papież to potwierdza, gdy uznaje, że
«najbardziej przekonujący jest ekumenizm świętych, męczenników.
Communio sanctorum mówi głośniej aniżeli podziały» (tamże). Zatem
świętość ma wymiar głęboko ekumeniczny i w takim wymiarze należy do niej
dążyć i ją przeżywać.
3. Formy czci świętych w
liturgii i pobożności ludowej
Ogłoszenie
W pierwszym tysiącleciu
jedyną oficjalną formą uznania kultu jakiegoś świętego było wpisanie
jego imienia do Martyrologium. Kult świętego rodził się lokalnie,
rozprzestrzeniał się często wraz z relikwiami lub z rozpowszechnianiem
się ksiąg liturgicznych i to było wystarczające. Jedyną aprobatą była
aprobata miejscowego biskupa. W X wieku zaczęto odwoływać się do papieża
w sprawie kanonizacji, aby tego aktowi nadać większe znaczenie.
Prawdopodobnie pierwszy tego rodzaju przypadek miał miejsce w 973 roku,
kiedy to poproszono papieża o kanonizowanie biskupa Augsburga Ulricha.
Papież zgodził się to zrobić w roku 993.
Niedługo potem Aleksander III wydał dekret (rok 1171), w którym władzę
kanonizacji zarezerwował dla Kościoła rzymskiego, a w 1234 osąd w tej
sprawie został zarezerwowany samemu papieżowi. Po Soborze Trydenckim, w
1588 roku, powstała Kongregacja Obrzędów, która zajmuje przygotowaniem
aktu kanonizacji. W konsekwencji, w 1634 roku, zostaje ustanowiony
pierwszy etap kanonizacji, tak zwana beatyfikacja. Oznaczało to
oddawanie kultu danemu świętemu w sposób ograniczony do jakiegoś
terytorium. Pierwszym beatyfikowanym w ten sposób, w roku 1665, był św.
Franciszek Salezy. W poprzednim okresie pierwszym aktem kultu, jeszcze
przed oficjalną kanonizacją, było przeniesienie relikwii do kościoła. To
dopiero od czasów Pawła VI ceremonii beatyfikacyjnej przewodniczy sam
papież.
Wspomnienie liturgiczne
Jak już to zostało
wspomniane, chrześcijanie obchodzili dies natalis ale dla nieba,
czyli rocznicę śmierci najpierw męczenników i potem także innych
świętych. Ten obchód, oprócz oczywiście celebracji eucharystycznej,
najczęściej był związany także z nocnym czuwaniem przy grobie, czy potem
w kościele z relikwiami. To czuwanie było chrześcijańską wigilią,
składającą się ze śpiewu psalmów, lektury Pisma Świętego oraz lektury
czy to akt męczeństwa, czy żywotu danego świętego. Starano się
ukazać w nich nie tylko fakty historyczne, ale ważniejsze stawało się
pewne pouczenie o charakterze moralnym. Ponieważ były to teksty do
czytania – ad legendum, dlatego tak powstawały legendy.
Najbardziej znanym i rozpowszechnionym zbiorem tych opowiadań jest
Złota legenda Jakuba de Voragine,
pochodzący jednak dopiero z XIII wieku. Wspomnienie liturgiczne wiąże
się także z rozwojem hymnów, formularzy mszy świętych i antyfon.
Oto opis celebracji
chrześcijańskiej z III wieku, odbywającej się w rocznicę śmierci
męczennika. „Śpiewa się hymny, psalmy i pieśni pochwalne ku czci Tego,
który widzi wszystko. I celebruje się na pamiątkę tych ludzi
Eucharystię, sacrificium w którym nie ma krwi i przemocy. Nie szuka się
w tej celebracji zapachu kadzidła, ani płonącego ognia. Wystarcza
jedynie czyste światło, które rozjaśnia tych co się modlą. Tam często
robi się jeszcze skromny posiłek, szczególnie dla tych, którzy są biedni
i nieszczęśliwi”.
Po Soborze Watykańskim II
również wspomnienie świętych jest ważnym elementem kalendarza
liturgicznego, ponieważ „Uroczystości świętych głoszą cuda Chrystusa w
Jego sługach, a wiernym podają odpowiednie przykłady do naśladowania”
(SC 111). Kościół jednak troszczy się, by obchody świętych nie
przysłaniały, ani ilością, ani sposobem celebracji, samego misterium
Chrystusa.
Cześć relikwii
Cześć relikwii we
wspólnotach chrześcijańskich opiera się na refleksji nad Tajemnicą
Bożego Wcielenia. Ciało, jako Boży dar i tak winno być szanowane. Jednak
fakt obecności Boga w ludzkim Ciele, to że stało się ono świątynią Ducha
Świętego, czyni go jeszcze bardzie godnym szacunku. W przypadku zaś
męczenników i potem w konsekwencji także i świętych, w ich ciele objawił
się w sposób szczególny Chrystus w swojej Tajemnicy Paschalnej. Oni,
męczennicy, zwyciężyli w ciele i dlatego chrześcijanie, wyznając tę
prawdę poprzez cześć relikwii, chcą wyprosić u Boga łaski potrzebne do
pokonania własnych trudności życiowych.
Początki kultu relikwii, to
celebracja Eucharystii na grobach męczenników jeszcze w epoce katakumb.
Nad grobami męczenników wznosi się bazyliki (św. Wawrzyńca, św. Piotra,
św. Pawła). W V i VI wieku zaczęto przenosić relikwie z cmentarzy
położonych pod Rzymem do świątyń, co zapoczątkowało dzielenie relikwii i
przenoszenie ich nawet do innych środowisk. Relikwie stawały się cennym
nabytkiem dla całych miejscowości, miast. Również kościoły musiały je
posiadać w momencie dedykacji.
Dzisiaj również Kościół nie
odrzuca tej starożytnej praktyki, ale każe ją oczyszczać z
niebezpiecznych form. „Zgodnie z tradycją
Kościół oddaje cześć Świętym i ma w poważaniu ich autentyczne relikwie
oraz wizerunki” (SC 111). Dzisiaj nie umieszcza się już relikwii w
mensie ołtarza, lecz raczej w podstawie ołtarzowej. Nie należy również
umieszczać relikwii przy tabernakulum, raczej w odpowiednim miejscu w
nawie kościoła. Są one wtedy łatwiej dostępne do oddawania czci
(ucałowanie), a jednocześnie unika się niebezpieczeństwa powiązania czci
świętych z kultem boskim.
4. Zasady ikonografii
związanej ze świętymi
Pierwsze obrazy Chrystusa,
Matki Najświętszej i świętych znajdujemy jeszcze w epoce katakumb.
Praktyka ta rozwijała się dynamicznie aż do czasu obrazoburstwa (VIII
w.). Kończąc, przynajmniej teoretycznie, całą kontrowersję, Sobór
Nicejski II dał jasne wytyczne odnośnie czci obrazów. „Idąc jakby
królewskim traktem za Boskim nauczaniem świętych Ojców i za Tradycją
Kościoła katolickiego – wiemy przecież, że w nim przebywa Duch Święty –
orzekamy z całą dokładnością, w trosce o wiarę, że przedmiotem kultu
powinny być nie tylko wizerunki drogocennego i ożywiającego krzyża, ale
tak samo czcigodne i święte obrazy malowane, ułożone w mozaikę lub
wykonane w inny sposób, które ze czcią umieszcza się w kościołach, na
sprzęcie liturgicznym czy na szatach, na ścianach czy na desce, w domach
czy przy drogach, z wyobrażeniami Pana naszego Jezusa Chrystusa, Boga i
Zbawiciela, a także świętej Bogarodzicy, godnych czci aniołów oraz
wszystkich świętych i sprawiedliwych”.
Cześć oddawana obrazowi odnosi się do osoby, która jest tam
przedstawiona.
Obecny Katechizm wyraża tę
myśl może jeszcze bardziej dobitnie. „Wszystkie znaki celebracji
liturgicznej odnoszą się do Chrystusa; dotyczy to także świętych obrazów
Matki Bożej i świętych. Oznaczają one bowiem Chrystusa, który został w
nich uwielbiony. Ukazują "mnóstwo świadków" (Hbr 12, 1), którzy nadal
uczestniczą w zbawieniu świata i z którymi jesteśmy zjednoczeni,
zwłaszcza podczas celebracji sakramentalnej. Przez ich wizerunki objawia
się naszej wierze człowiek "na obraz Boga", przemieniony wreszcie "na
Jego podobieństwo", a nawet aniołowie, włączeni także w dzieło
Chrystusa” (KKK 1161).
Zasada ta była ściśle
przestrzegana w historii. Obraz używany w kościele chrześcijańskim nie
był nigdy tylko elementem dekoracji, ale zawierał zawsze elementy
odnoszące go do jego pierwowzoru. Był to zazwyczaj element światła,
które przenikało cały obraz, a co szczególnie na Wschodzie
interpretowano jako światło pochodzące z Góry Przemienienia. Było to
zapatrzenie się świętego w niebo, harmonijnie ułożona sylwetka, która
nigdy nie była „fotografią” świętego, natomiast stanowiła próbę
interpretacji owej theosis, czyli przebóstwienia, albo jeszcze
inaczej mówiąc – przedstawiała skutki działania łaski uświęcającej w tym
człowieku.
Od pewnego czasu, w okresie
średniowiecza, pojawia się na obrazach świętych tzw. atrybut. Był jakiś
szczegół należący do kompozycji obrazu, który pozwalał jednoznacznie
zidentyfikować świętego. Pojawił się najpierw na obrazach świętych
męczenników i tam odgrywał szczególną rolę. Było to bowiem zazwyczaj
narzędzie śmierci. Umieszczano je na obrazie nie dla udokumentowania
śmierci, ale interpretując dogłębnie misterium paschalne Jezusa
Chrystusa. Bowiem narzędzie śmierci Jezusa - krzyż – ze względu na Jego
zmartwychwstanie stało się narzędziem zbawienia dla wierzących. Dzięki
tajemnicy paschalnej Chrystusa narzędzie śmierci stało się narzędziem
zbawienia. To samo weryfikuje się w tajemnicy męczeństwa. Ponieważ
męczeństwo jest najwyższym aktem zjednoczenia z Chrystusem, więc ta sama
zasada dotyczy zatem także narzędzi, które spowodowały śmierć
męczenników. Stąd utopiony w wodzie święty Florian będzie przedstawiany
z wodą i tą wodą ratuje wierzących. Zaś święty Jan Nepomuk, również
utopiony, będzie wspierał wszystkich zagrożonych powodziami. Święta
Katarzyna Aleksandryjska, która zginęła łamana kołem, będzie będzie z
tym kołem ukazywana i stała się patronką wszystkich, którzy posługują
się kołem. W przypadku późniejszych świętych, nie będzie to oczywiście
narzędzie śmierci, ale jakiś element, poprzez który święty będzie
pomagał wierzącym. Tak więc św. Ambroży pojawi się czasem z pszczołą, bo
jest patronem pszczelarzy, św. Antoni z chlebem, bo pomaga najuboższym
itd.
Wiele światła na rozumienie
roli obrazów w społeczności chrześcijańskiej rzuca formuła jego
błogosławieństwa.
Z tekstów tego obrzędu wynika, że spoglądanie na obraz świętego pozwala
wzbudzić w sercu pragnienie jego naśladowania, a w konsekwencji także
pragnienie naśladowania samego Chrystusa.
Formuła uroczystego błogosławieństwa podkreśla rolę Ducha Świętego w
historii zbawienia, a także w uformowaniu duchowego piękna osoby
świętego, przedstawionego na obrazie. To piękno pomaga modlącym się
przyjąć podobny dar i pokonać trudności w codziennym życiu.
Również sposób czci obrazów
świętych został określony już w starożytności, ale na soborze Nicejskim
II został oficjalnie zdefiniowany. Te formy to umieszczenie obrazu w
odpowiednim miejscu, okadzanie, ucałowanie, zapalenie światła.
W kościołach
nowowybudowanych nie należy umieszczać obrazu świętego na ołtarzu lub
nad ołtarzem.
Chodzi bowiem o ukazanie jasno zasady, iż ołtarz jest dla samego Boga. I
chociaż taka była praktyka w przeszłości, dzisiaj względy ekumeniczne
każą Kościołowi zmodyfikować tę praktykę. Zresztą już święty Augustyn
pisał: „Nie męczennikom a Bogu męczenników poświęcamy ołtarze, nawet
jeśli to czynimy właśnie ze względu na męczenników”.
Konkludując możemy się
pokusić o refleksję nad przyszłym obrazem Ojca Dehona. Jak powinien on
wyglądać, uwzględniając dane z tradycji katolickiej? I chodzi tutaj
ściśle o obraz do liturgii, a nie o portret. Nie da się w krótkim czasie
stworzyć idealnego obrazu, ale warto poszukiwania rozpocząć i poddać pod
ocenę modlących się wspólnot.
Jednym z ważnych elementów w
obrazie liturgicznym jest ukazanie źródła, z którego ten święty czerpał
swoją moc. Najczęściej jest to zapatrzenie się w światło Boże, w krzyż
naszego Pana. W przypadku Ojca Dehona uzasadnionym wydaje się jego
zapatrzenie w Chrystusa objawiającego człowiekowi miłość Boga.
Dobrze jest także ukazać,
nawet w jakimś drobnym symbolu, sposób w jaki Ojciec Dehon przełożył ową
„boską wiedzę” na czyny praktyczne. Chodzi o wspomniany już wcześniej
atrybut. Wiemy, że w przypadku Ojca Założyciela można umieścić jego
Katechizm społeczny, symbolicznie robotnika i właściciela fabryki,
atrybuty spowiednika jako sługi pojednania, książka i Biblia.
Obraz winien mieć także
walory estetyczne i jasno ukazywać, jak przez życie Ojca Dehona objawia
Chrystus swoją troskę o zbawienie człowieka.
Zakończenie
Aby możliwe było stawienie
czoła tej nowej sytuacji, Ojciec Święty nawołuje i mobilizuje cały
Kościół do podjęcia wysiłku nowej ewangelizacji. Papież ewangelizuje
współczesny świat razem ze świętymi, tzn. za pomocą przykładu
chrześcijan, którzy żyli wiarą i Ewangelią w sposób heroiczny i
radykalny. To oni są «postaciami ewangelicznymi» oraz «prawdziwymi
chrześcijanami». Oni ukazują wzorce życia chrześcijańskiego w
przeróżnych sytuacjach, w których także i my możemy się znaleźć. Oni są
dla Kościoła przykładem: święci i błogosławieni wskazują nam konkretne
drogi prawdziwego życia chrześcijańskiego. Ich życie jest radykalnym,
wyraźnym świadectwem dawanym Chrystusowi. Dzisiaj Ojciec Święty
przekazuje je współczesnemu człowiekowi, któremu należy na nowo głosić
Ewangelię Chrystusa.
Święci pozwalają nam
zobaczyć, jak Chrystus jest obecny w świecie, jak działał kiedyś w
człowieku i jak działa w człowieku współczesnym; dzięki nim możemy
doświadczyć, jak Ewangelia Chrystusa rozpowszechnia się i szerzy w
czasie i przestrzeni.
Ta wizja pojawia się także w
Liście apostolskim Novo millennio ineunte, który wytycza kierunki
działania Kościoła w nowym tysiącleciu. Najważniejsza jest właśnie
świętość, a święci i błogosławieni stają się ewangelizatorami trzeciego
tysiąclecia chrześcijaństwa.
Kościół i świat ogromnie
potrzebują świętych. Dziś jednak, jak mówi Simone Weil, «potrzeba
świętości na miarę oczekiwań naszych czasów, świętości nowej... Świat
potrzebuje świętych, którzy byliby geniuszami; jak miasto, w którym
szaleje zaraza, potrzebuje lekarzy». Mówiąc konkretnie, współczesnemu
światu potrzeba świętych, którzy umieliby przetłumaczyć na język
współczesnego Kościoła i świata słowa Chrystusa, który jest «świętym
Boga» (Mk 1, 24); świętych, których twarze staną się epifanią jednego z
wielu promieni światła i łaski — błogosławieństw — którymi jaśnieje
oblicze Chrystusa, obecnego wśród nas, bo zmartwychwstałego; świętych,
przez których Duch Święty tchnie i przemawia łagodnie, a jednocześnie
stanowczo; świętych, w których ludzie będą mogli dojrzeć skarb łaski,
którym jest Chrystus;
świętych, którzy byliby prawdziwymi świadkami Chrystusa i Jego
Ewangelii, ponieważ «człowiek współczesny — jak mówi Paweł VI w
Evangelii nuntiandi — woli słuchać świadków niż nauczycieli... a
jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami" (n. 41).
Fakt ten podkreśla Papież,
gdy stwierdza, że święci byli zawsze prawdziwymi architektami historii
człowieka. "Prawdziwą historią ludzkości — mówi Jan Paweł II — jest
historia świętości...: święci i błogosławieni jawią się jako
'świadkowie', to znaczy ludzie, którzy wyznając wiarę w Chrystusa, Jego
osobę i naukę, nadali konkretną wartość i wiarygodny wyraz jednej
z podstawowych cech Kościoła, jaką jest właśnie świętość. Bez
takiego trwałego świadectwa religijne i moralne nauczanie Kościoła
mogłoby zostać pomylone z czysto ludzką ideologią. Ono zaś jest nauką
życia, to znaczy można je wprowadzić w życie i przetłumaczyć na język
życia: jest 'nauką na miarę życia', jakiego przykład daje sam Chrystus,
głosząc: 'Ja jestem życiem' (por. J 14, 6), i potwierdzając, że
przyszedł po to, aby dać życie, i dać je w obfitości (por. J 10, 10)»
(przemówienie z 5 lutego 1992 r.: Insegnamenti, XIV/1, 1992, ss.
304-305).
W perspektywie
teologiczno-duszpasterskiej święci nie są jedynie przykładami do
kontemplowania i naśladowania, ani też adresatami naszych wezwań i
modlitw o wstawiennictwo. Są czymś znacznie więcej. Są żywymi świadkami
prawdy o czynnej obecności Boga pośród swego ludu. Swym czynnym
miłosierdziem ukierunkowują oni spojrzenie wiary ku jaśniejącej nadziei
bezpośredniego oglądania Boga. Są apelem, wezwaniem Boga skierowanym do
świata, aby się nawrócił i wierzył. Święci są apologią chrześcijaństwa.
Bibliografia
Kard. Jose
Saraiva Martins (CMF). Święci i świętość według Jana Pawła II,
in Osservatore Romano PL 9(2003)
Edward Nowak (abp).
«Świętymi bądźcie», in Osservatore Romano PL 10-11(2002)58-62.
Arkadiusz NOCOŃ.
Odnowiona stara księga. Martyrologium rzymskie, in Gość Niedzielny
45(2001)3.
Adolf ADAM.
Corso di liturgia (Editrice Queriniana – Brescia 1995,3).
Franz COURTH. Mariologia
– Maryja, Matka Chrytusa, w: Franz COURTH i Peter NEUNER.
Podręcznik teologii dogmatycznej. Mariologia, eklezjologia (Wyd. M –
Kraków 1999)43-204.
Matias
AUGE’. Le feste del Signore, della Madre di Dio e dei santi, w:
AA.VV. L’anno liturgico: storia, teologia e celebrazione
(Marietti – Genova 1992,3) = Anàmnesis 6.
B. NADOLSKI. Liturgika
II. Liturgia i czas (Pallottinum – Poznań 1991).
P. JOUNEL.
L’année, w: A.G. MARTIMORT. l’Eglise en prière. IV. La
liturgie et le temps
Opracowania
o świętych::
W. Al. NIEWĘGŁOWSKI (ks.).
Leksykon Świętych (Wydawnictwo Naukowe PWN – Warszawa 1998).
Święci
i błogosławieni Kościoła Katolickiego (Księgarnia św. Wojciecha –
Warszawa, Poznań, Lublin 1947).
Henryk FROS SJ – Franciszek
SOWA. Księga imion Świętychh, vol. I-III (Wyd. WAM – Kraków 1997).
Zbigniew BAUER (red.).
Wielka księga Świętych
Jakub de
VORAGINE. Złota Legenda. Wybór
Romuald GUSTAW OFM (red.).
Hagiografia polska, vol. I-II (Księgarnia św. Wojciecha – Poznań
1971).
Wincenty Zaleski SDB.
Święci na każdy dzień (Wydawnictwo Salezjańskie – Łódź 1982).